Bałwan ze śniegu

 
W dziecięcym pokoju nie może zabraknąć baśni.
 
Jest taka jedna, którą lubię szczególnie. Napisał ją Hans Christian Andersen i – co ciekawe – nie ma w niej klasycznego podziału na bohaterów dobrych i złych. Nie ma tam pięknych księżniczek, odważnych rycerzy i przebrzydłych smoków. Nie ma trzech braci, zaczarowanych pierścieni ani siedmiu wzgórz…
 
Jest za to śniegowy bałwan, który – powiedzmy to sobie dosadnie – wydaje się na początku nieokrzesany i zwyczajnie głupi.
 
Bałwan tęskni do pieca, o którym opowiedział mu podwórkowy pies i który widać czasami przez okno sutereny, kiedy mróz nie maluje na szybie wymyślnych wzorów.
 
Zamiast cieszyć się sprzyjającą aurą, którą objawiają mrozowe malowidła, bałwan smuci się, gdy nie może dostrzec przez nie rozgrzanego pieca i z tego smutku cały czas aż coś w nim trzeszczy.
 
Czyż nigdy się tam nie dostanę? Przecież to niewinne życzenie, a nasze niewinne życzenia spełniają się zazwyczaj. Jest to moje najskrytsze życzenie, moje jedyne życzenie, byłoby to niesprawiedliwe, gdyby się nie ziściło. Muszę tam się dostać. Muszę się do niego przytulić. Nawet gdybym miał stłuc szybę w oknie.
 
Przyznaję, że gdy czytałam tę baśń po raz pierwszy, bliska byłam odczuciom podwórkowego psa, który nie mógł zrozumieć bałwana i uważał, że brak mu wiedzy i doświadczenia.
 
A przecież na początku baśni jasno jest napisane, że bałwan intuicyjnie odczuwał zagrożenie, jakie niosą dla niego promienie słońca. Coś więc jednak o świecie wiedział.
 
Zresztą ten szczegół zauważyłam niedawno. Przypuszczam, że nawet gdybym na ten stosunek bałwana do słońca zwróciła uwagę wcześniej, to to i tak byłoby dla mnie za mało, by móc bałwanowi zaufać i potraktować jego absurdalne marzenie dotyczące pieca poważnie.
 
Tak więc, z góry przewidywałam „rozsądną” puentę. Coś w rodzaju: żeby żyć na świecie bezpiecznie, trzeba dorosnąć, słuchać przede wszytkim innych i zdobyć potrzebne doświadczenie, bo inaczej można wpaść w kłopoty.
 
Jakież było moje zdziwienie, gdy na końcu się okazało, że bałwan miał w środku pogrzebacz, który wspierał całą jego konstrukcję…
 
Więc nie miał racji podwórkowy pies. Pragnienie bałwana było jak najbardziej uzasadnione. Jego tęsknota wyrażała najprawdziwszy głos jego wnętrza. On sam wiedział najlepiej, co jest dla niego dobre i pożyteczne.
 
Bałwan ze śniegu miał dziwne uczucie, z którego sam nie zdawał sobie dobrze sprawy: ogarnęło go coś takiego, czego nie znał, ale co znają wszyscy ludzie, o ile nie są bałwanami ze śniegu.
 
Mam wrażenie, że my często jako dorośli zatracamy zdolność podążania za niewinnym głosem naszego serca. Z góry zakładamy, że nasze najskrytsze marzenia wiążą się z jakimś niebezpieczeństwem, więc wolimy zagłuszać je i raczej się nimi nie zajmować.
 
Ale nawet jeśli tak bywa, zawsze można to zmienić i wsłuchać się w to, co w nas aż trzeszczy i wzywa na drogę spełnienia.
 
  • Słyszysz, co w Tobie trzeszczy?
  • Do czego najbardziej tęsknisz?

(fot. unsplash)

Przewiń do góry