Być mamą, pracować z pasją i nie zwariować

Być mamą, pracować z pasją i nie zwariować

Rozpoczęłam moją przygodę z blogowaniem, kiedy miałam w domu przez cały dzień pod opieką jedno dziecko (a wcześniej dwójkę, zanim córka poszła do przedszkola). Wyrywałam wtedy czas na pisanie i tworzenie strony podczas drzemek synka i wieczorami, nierzadko w nocy. Z jednej strony nieraz byłam wypompowana tym żonglowaniem między pieluchami, zupami, ścierkami, garnkami, a komputerem i książkami (bo na początku kończyłam przecież jeszcze doktorat z literaturoznawstwa). Z drugiej – miała poczucie, że się rozwijam, tworzę coś tylko swojego, a moje życie nie ogranicza się do domowej rutyny.

Skrawek przestrzeni dla moich projektów był ważny

Nieraz jednak frustrowałam się także tym, że nie udaje mi się zdziałać w internecie tyle, ile bym chciała, że ilość, jakość i przede wszystkim regularność publikacji jest tak mocno uzależniona od tego, jaki akurat dzień mają moje dzieci. Czekałam na czas, kiedy oboje pójdą do przedszkola i zyskam choć pół dnia na spokojną pracę. Czekałam czasem z cierpliwością i akceptacją, a czasem zaciskając zęby.

W końcu taki moment przyszedł rok temu. Córka poszła do pierwszej klasy, a synek rozpoczął przygodę z przedszkolem. Pamiętam, że miałam ochotę otworzyć z tej okazji szampana, bo oto zyskałam w końcu w ciągu dnia cztery upragnione godziny na pracę z pasją. Nie mogłam się nacieszyć, że w końcu szerzej rozwinę skrzydła.

I tak się rzeczywiście stało! Od zeszłego września zadziały się wokół DoM-u Dobrego Miejsca wspaniałe rzeczy, których nie omieszkam za chwilę wypunktować. Chcę jednak na początku zaznaczyć, co jest dla mnie największym odkryciem tego czasu. Bo tego się – szczerze mówiąc – rok temu nie spodziewałam.

Praca z pasją potrafi być bardzo męcząca

Powiem więcej – w niej też można się w którymś momencie zacząć wypalać. To wypalenie może być chyba nawet bardziej dotkliwe, bo przecież robiąc to, co kochamy, chciałybyśmy czerpać z tego same korzyści i nie narzekać. Co innego – wściekać się na harówkę na nielubianym etacie z wredną szefową! Ale mieć dość swojej pracy z pasją?! Doświadczać tego, że mi się nagle nie chce robić tego, z czym wiązałam na początku tak wielkie nadzieje?! Można się na początku wystraszyć, że coś jest z nami, kobietami-mamami-pasjonatkami, nie tak.

A wystarczy tylko odpocząć

I to w gruncie rzeczy bywa najtrudniejsze. Przynajmniej u mnie tak było. Jak wyhamować ten pociąg do pasji, do robienie więcej? Jak poskromić wybujałe ambicje? Jak uciszyć umysł kipiący nowymi pomysłami, za którymi nie może nadążyć ciało? Mnie pomogły wakacje, zmiana środowiska, przejście na funkcjonowanie w letnim trybie (pisałam o tym więcej ostatnio tutaj – klik). Zrozumiałam, że oprócz wypełniania roli mamy i oprócz tworzenia swojej marki w internecie potrzebna mi TRZECIA PRZESTRZEŃ – taka tylko moja, w której mogę zebrać siły i od wszystkiego odpocząć. Zatrzymać się, pomyśleć (nie koniecznie o blogu i DoM-owych projektach), poczytać coś dla przyjemności, pospacerować, wyhaftować serwetkę, sprawić sobie jakieś ładne ciuchy, umówić się na kawę z koleżanką, popatrzeć przez okno, więcej spać… Planuję odtąd bardzo o takie rzeczy dbać.

Co uważam za największy sukces minionego roku?

1. Zbudowanie wspierającej się społeczności mam

Ogromne znaczenie w tym procesie odegrała decyzja o założeniu Grupy na Facebooku o nazwie DoM Dobre Miejsce, którą traktuję jako drugie skrzydło bloga. Obecnie Grupa liczy 480 osób i jestem dumna z atmosfery, jaką zdołałyśmy tam razem wytworzyć. Dzięki Grupie mogę mieć bliższy kontakt z Czytelniczkami i z tym, czego one potrzebują. Najciekawsze jest to, że wiele fajnych inicjatyw związanych z DoM-em powstało właśnie dzięki pomysłom mam z Grupy na FB i sama bym na nie nie wpadła. Tak jest np. z cotygodniową DOMÓWKĄ, która jest kontynuacją i przedłużeniem tego, co zadziało się podczas styczniowej PARAPETÓWKI (internetowej imprezy, którą uczciłyśmy powstanie Grupy). W każdą środę o 21. stajemy się najbardziej aktywną i żywą Grupą na FB  i „rozmawiamy” w komentarzach na ważne dla nas tematy.

Drugi pomysł, który był strzałem w dziesiątkę to drobna zmiana stylu, w jakiej zaczęłam pisać Motywującą Pocztówkę – rozwojowy newsletter dla mam. Dzięki temu, że pozwoliłam sobie na większą szczerość i otwartość, zyskuję coraz większe zainteresowanie i zaufanie mam. Często Pocztówki inicjują bardzo osobistą wymianę mali z moimi Czytelniczkami. Ta bliskość bardzo mnie cieszy i wiem, że dla obu stron jest to ubogacające doświadczenie.

2. Regularne dostarczanie nowych treści na blogu

Tego starałam się bardzo pilnować. Publikowanie nowych artykułów raz w tygodniu potraktowałam jako priorytet, bo bardzo zależało mi na rozwinięciu bloga i poszczególnych Pomieszczeń. Podkreślam jednak, że na taki rytm pracy mogłam sobie pozwolić, właśnie dlatego że moje dzieci zaczęły chodzić do szkoły i do przedszkola. Ciągle mam ogromny szacunek do tego wcześniejszego etapu blogowania z dzieci na kolanach, kiedy pisałam dużo mniej, dużo rzadziej i dużo mniej konkretnie niż teraz.

Dopiero w minionym – intensywnym – roku blogowania miałam odpowiednie warunki na to, by stworzyć kilka ważnych cyklów tematycznych:

3. Rozszerzenie swoich umiejętności i testowanie

W minionym roku miałam też szansę, by wypłynąć na szersze wody i popróbować nowych form przekazu. Dzięki temu poza czytaniem artykułów, mogłaś także:

To był także czas tworzenia pierwszego warsztatu online ZADBANA MAMA, który przeprowadziłam wiosną i który zyskał wiele dobrych recenzji. Tworzenie tego typu oferty rozwojowej dla mam spodobało mi się tak bardzo, że obecnie przygotowuję warsztat jesienny WIĘCEJ PRZESTRZENI DLA SIEBIE i możesz się zapisać na listę osób nim zainteresowanych tutaj.

Nad czym planuję bardziej popracować?

Cóż! Jak widzisz, za mną intensywny rok pracy, rozwoju, zdobywania nowych doświadczeń i poznawania nowych ludzi. Po cudownych wakacjach w Zawoi pod Babią Górą wracam do DoM-u Dobrego Miejsca z nową energią i z wieloma wnioskami na przyszłość.

W najbliższych miesiącach bardzo chciałabym się skupić na tym, żeby:

  • pracować z pasją mądrzej – mniej intensywnie, z większą troską o tę trzecią przestrzeń dla siebie, bo tylko wtedy będę mogła być autentyczna i spójna z ideałami, które staram się tutaj głosić,
  • ujednolicić i uprościć szatę graficzną bloga, bo bardzo zależy mi na estetyce DoM-u Dobrego Miejsca i na tym, by Ci się tutaj po prostu chciało bywać – jak w prawdziwym domu, który jest uporządkowany i przyjazny dla oka,
  • doprecyzować jeszcze dokładniej, do jakich mam kieruję swój przekaz, bo przecież różne kobiety mają różne potrzeby, a mnie zależy na tym, żeby poznać Twoje i skutecznie na nie odpowiedzieć,
  • kontynuować pracę nad płatną ofertą warsztatów online dla mam, bo wiem, że właśnie przez nie mogę dawać mamom ogromną wartość, która pomaga im zyskiwać obok macierzyństwie więcej upragnionej przestrzeni dla siebie.

*

Uff! To tyle. Aż tyle. Dziękuję Ci, że doczytałaś do końca, że jesteś ze mną – blisko DoM-u Dobrego Miejsca. Chętnie dowiem się z komentarza, jak Ty odbierasz z drugiej strony moją markę i moją osobę.
  • Monika, bardzo Ci gratuluję. Wszystko obserwuję, a dopiero teraz widzę, jaki faktycznie ogrom pracy wykonałaś. Cieszę się, że mogę obserwować Twój rozwój. Dobra robota! Do tego czuć to, że wypoczełaś i idą zmiany…:-)

    • Marleno, a ja Ci dziękuję za Twoją bliskość. Relacja z Tobą to jeden z najbardziej smakowitych kąsków minionego roku :). Pozdrawiam serdecznie Ciebie i również życzę Ci powodzenia w rozwijaniu Twojego małżeńskiego projektu. Miej się dobrze!

  • Kibicuję mocno i podziwiam ! Czerpię z Twoich doświadczeń. Ciągle zbieram się do ankiety , ale jest trudna, a ja mam gorszy czas. Najwyzej wypelnie trochę po łebkach…

    • Marto, dziękuję Ci, że jesteś. Może w wypełnianiu ankiety rzeczywiście warto odpuścić perfekcjonizm ;). Życzę Ci dużo troski, czułości i empatii do siebie samej w tym trudniejszym czasie. Pozdrawiam ciepło!