Co o macierzyństwie mówi mi Boże Narodzenie

Co o macierzyństwie mówi mi Boże Narodzenieźródło zdjęcia

Okres Świąt Bożego Narodzenia to taki rodzinny czas… Kiedy byłam młodsza, starałam się za wszelką cenę nie ocierać się o banał. Drażniły mnie wszelkie pospolite w moim odczuciu życzenia typu: „Zdrowych, spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia“. Zawsze starałam się wymyślić coś bardziej oryginalnego, pisząc świąteczne kartki i łamiąc się z bliskimi opłatkiem.

Od kilku lat jest inaczej – chyba od czasu, kiedy zostałam mamą, coś zaczęło się zmieniać. Chyba dotarło do mnie, jak ważne jest właśnie to, żeby na święta rzeczywiście wszyscy członkowie rodziny byli zdrowi i mogli cieszyć się przez te kilka dni wyjątkową atmosferą. Oczywiście zdrowie i spokój przydają się w każdy inny dzień roku, ale w tym świątecznym czasie szczególnie – po to, aby móc doświadczyć tej radości celebrowania, uroczystej atmosfery, czasu, który jest po prostu święty.

Dlatego teraz zamiast górnolotnych życzeń i wyszukanych wierszyków bożonarodzeniowych, chcę życzyć Wam, moim Czytelniczkom, Mamom,

Błogosławionych Świąt – zdrowych, radosnych,
pełnych ciepłej rodzinnej atmosfery
i pełnych spokojnej refleksji nad sobą i życiem…

Do życzeń dołączam także garść moich rozważań dotyczących Cudu Bożego Narodzenia. Będzie bardzo osobiście i po chrześcijańsku, bo wiem, że wielu z Was te wartości także są bliskie. Wierzę, że z tych rozmyślań może zaczerpnąć każdy – bez względu na to, jakie są jego duchowe ścieżki….

Kiedy siedem lat temu nosiłam pod sercem moją córkę, odkryłam biblijną opowieść o narodzeniu Jezusa w Betlejem na nowo. Kiełkujące macierzyństwo już wtedy otwierało przede mną zupełnie nowe przestrzenie, których wcześniej nie potrafiłam odczuć ani doświadczyć.

Kiedy czytałam o brzemiennej Maryi zmierzającej z Józefem do Betlejem z powodu jakiegoś spisu ludności, to mi się to nie mieściło w głowie! Jak tuż przed rozwiązaniem można telepać się na jakimś ośle tak daleko!? Do obrazu Boga-Dzieciątka leżącego na sianie zdążyłam się już przyzwyczaić. Ale ta Maryja w ostatnim miesiącu ciąży podróżująca na osiołku nie dawała mi spokoju. Zapałałam jakąś taką szczególną empatią w jej stronę.

I wtedy też zrozumiałam, że Bóg nie ma dla naszych rodzin łatwych scenariuszy (już mi wilgotnieją oczy). Skoro nie wahał się narazić na takie niewygody Matki swojego Syna, to nie ma się co łudzić, że nam da taryfę ulgową.

Miłość Boża jest wymagająca – ale nie dlatego, że On jest surowy, tylko dlatego że On zna lepiej nasze możliwości, niż my sami. My boimy się naszej słabości, wątpimy, myślimy, że nie damy rady. On wie, że jest wszechmocny i że czuwa nad nami, dlatego nic złego nam nie grozi. Nawet wtedy, kiedy my nie będziemy potrafili Mu zaufać. W momentach zwątpienia kojące jest dla mnie to, że nawet poziom mojego zaufania i zawierzenia nie ma dla Boga większego znaczenia. On troszczy się o mnie zawsze – nawet wtedy, gdy ja myślę, że nie zasługuję na tę troskę, że mi się ona nie należy, bo moja wiara jest taka słaba…

Bóg naraził Świętą Rodzinę na niewygody, ale zapewnił Maryi, Józefowi i Jezusowi komfort swojej Opieki i Obecności. To odkrycie rzuca wiele światła na różne moje macierzyńskie trudy i cieszę się, że teraz mogłam podzielić się tym wglądem także z Tobą. Niech ta opowieść ogrzeje także Twoje serce i napełni je nadzieją.

Przy Wigilijnym stole będę myśleć ciepło także o Was – znajomych i nieznajomych twarzach. Jesteście dla mnie skarbem! Posyłam w waszą stronę uśmiech przez łzy wzruszenia. Tak powstaje tęcza… Znak Bożego Przmierza – które łączy nas niewidzialną nicią…

Monika

Przewiń do góry