Gałganki

Kiedy byłam mała, uwielbiałam szyć.

Szyłam ubranka dla lalek, kołderki i poduszki. Poza tym lubiłam haftować, szydełkować, tkać i robić na drutach. Oczywiście moje krawieckie wyczyny nie były zakrojone na szeroką skalę. To była twórczość dziecięca. W zalążku właściwie…

Teraz dużo bym dała za kuferek, który gromadziłby wszystkie moje szwalnicze skarby.

Pamiętam, że miałam takie małe, czarne, magiczne pudełko od cioci, w którym kryły się różne rozmiary igieł, agrafek i guzików. A choć było bardzo małe, nie brakło w nim nawet naparstka. Wyścielone było w środku bordowym aksamitem i doprawdy nie wiem, co się z nim stało. Gdzie i kiedy przepadło? Gdy sobie o nim niedawno przypomniałam, serce zabiło mi mocniej i poczułam skurcz żołądka. Radość z odzyskanego wspomnienia i nutka żalu, że pudełka już nie ma. Bo choć było bardzo małe, stanowiłoby dla mnie bezcenną pamiątkę.

Więc umieszczam je na moim wirtualnym strychu. I tak, dzieląc się z Wami tym wspomnieniem, przywracam je na moment życiu.

Tak, jak różne moje kawałki materiałów. Kordonki, muliny i włóczki. Dla kogoś obcego to tylko niepotrzebne skrawki. Dla tamtej dziewczynki, którą kiedyś byłam – prawie cały świat.

(fot. unsplash)

Przewiń do góry