Nić przewodnia Domu Dobrego Miejsca…

Jak wszystko dobrze pójdzie, za pół roku mój najmłodszy synek będzie chodził do przedszkola.

Mam więc świadomość, że domyka się jakiś ważny i jednocześnie bardzo trudny etap w dziejach Domu Dobrego Miejsca. Czuję, że zamiast snuć plany na przyszłość dotyczące tego, czym ja to nie zawojuję świata od września 2020 roku, kiedy zyskam więcej godzin na pracę, potrzebuję raczej spojrzeć daleko za siebie, by uchwycić jakąś nić przewodnią, która osnuwa całe to dzieło, bo czuję, że to ona najlepiej mnie poprowadzi dalej.

W przeciągu tych siedmiu lat, odkąd powołałam Dom Dobre Miejsce do istnienia, był może jeden taki rok (w porywach do dwóch), kiedy miałam spokojny czas na moje działania online w wymiarze godzin zbliżonym do połowy etatu. To było w czasach, gdy dwójka starszych dzieci uczęszczała już do szkoły i do przedszkola, a najmłodszy był jeszcze w sferze nieśmiałych planów, a potem pod sercem…

Z jednej strony mam poczucie, że jak na zewnętrzne okoliczności to bardzo dużo przez te siedem lat zrobiłam!!! Z drugiej – tylko jak wiem, ile w tym czasie moich marzeń, planów, projektów umarło śmiercią naturalną na papierze, utkwiło w martwym punkcie, nie doczekało się realizacji… Najzwyczajniej zabrakło na nie czasu, przestrzeni, energii…

Bardzo potrzebuję to opłakać… Jeszcze teraz – gdy wciąż jestem w fazie podkurczonych skrzydeł, a nie szeroko rozpostartych w locie…

W każdym razie – zastanawiam się też, co przez ten czas trzymało mnie tak mocno przy idei Domu Dobrego Miejsca pomimo niesprzyjających okoliczności. Przecież ten projekt był przez te lata wciśnięty gdzieś pomiędzy opiekę nad dziećmi i zajmowanie się domem, pisanie doktoratu, blaski i cienie życia na emigracji, zmaganie się z delegacjami męża, przeprowadzkę z powrotem do Polski… Co mnie w tym wszystkim motywowało, by wytrwać, by nie ustawać, by robić kolejne mikroprzesunięcia do przodu?

Nie były to na pewno profity finansowe – choć ufam, że i na nie w końcu przyjdzie pora. Może Was to zdziwi, ale szczerze mówiąc, nie była to też sama chęć pomagania innym – choć cieszę się bardzo, że tyle osób może z tych działań zaczerpnąć coś dla siebie…

Dostrzegam, że pierwszoplanowa była tu potrzeba TWORZENIA.

Mogłabym jeszcze tę myśl rozwinąć, wyjaśnić, uzasadnić albo przynajmniej zakończyć (albo raczej otworzyć!) to ostatnie zdanie dającym do myślenia trzykropkiem, ale czuję, że tu jednak kropki trzeba.

Potrzeba TWORZENIA.
I już!!!

To jest moja nić przewodnia, której chcę się dalej trzymać, ciesząc się tym procesem, który nie wiadomo, dokąd prowadzi . I to jest ekscytujące. I piękne.

Pozdrawiam Was serdecznie
z tej twórczej drogi.
Dziękuję, że jesteście na nej ze mną…
M.🧡

#DDModkuchni #dbanieosiebie #potrzebatworzenia #procestwórczy

*
fot, unsplash

Przewiń do góry