Niech żyje nasza niedoskonałość – korespondencja z Agnieszką Siołek

 Agnieszka Siołek 1

Po raz pierwszy zetknęłam się z Agnieszką Siołek, słuchając podcastu Grażyny Pawtel-Lorente na stronie Biznes Mam. Wtedy poznałam BARWĘ JEJ GŁOSU, a dopiero potem zajrzałam na jej bloga o nazwie Pracownia Edukreacji i regularnie zaczęłam czytać jej inspirujące teksty. Piszę o tym GŁOSIE wielkimi literami, bo nie chodzi tu tylko o sposób mówienia Agnieszki, która z wykształcenia jest logopedą, ale także o kluczowe wartości, które wydają się sednem jej zawodowej i życiowej misji. Agnieszka ceni intuicję, odkrywanie indywidualnego potencjału, wsłuchiwanie się w siebie – a więc wszystko to, co można by nazwać WEWNĘTRZNYM GŁOSEM SERCA, które wie najlepiej, co dla każdego z nas najlepsze. Do tego wszystkiego Agnieszka z pasją pomaga innym odkrywać ich mocne strony i kocha pisać, twórczo łącząc słowa, co możecie podpatrzeć na blogu Dwie Kropki. Po przeczytaniu tego wprowadzenia już chyba nie dziwi Was, dlaczego zaprosiłam ją do udziału w projekcie Krzepiąca Korespondencja. Agnieszka wydała mi się od razu bardzo bliska wartościom, które staram się promować na stronie DoM Dobre Miejsce. Nasza wymiana listów utwierdziła mnie w tym poczuciu bliskości. Przeczytajcie sami, zainspirujcie się i nie omieszkajcie skomentować pod artykułem.

Poznanie swojego typu osobowości nie gwarantuje sukcesu

Droga Agnieszko,
od razu przyznam się, że zaproponowałam Ci udział w moim listowym projekcie, dlatego że po odwiedzinach na Twojej stronie Pracownia Edukreacji odkryłam, iż jesteś entuzjastką testu osobowości MBTI i wydałaś mi się bardzo otwarta na to, by wymienić się doświadczeniem i spostrzeżeniami dotyczącymi jego wyników (dla dociekliwych – więcej na temat MBTI pisałam w recenzji pewniej książki tutaj). Nie ukrywam, że dla mnie odkrycie swojego typu osobowości również jest istotnym etapem w procesie uwalniania swojego potencjału, dlatego bardzo chciałabym temu zagadnieniu poświęcić naszą korespondencję.

Na początek więc mam prośbę, byś podzieliła się tym, w jaki sposób trafiłaś na test MBTI. W jakiej sytuacji życiowej się wówczas znajdowałaś i w jakim celu po niego sięgnęłaś?

Nie wiem, jak Ciebie, ale mnie zawsze ciekawi ten tajemniczy poniekąd proces trafiania na przełomowe książki czy innego typu inspiracje. Czasem dzieje się to świadomie, czasem przypadkiem, a czasem po prostu zadając sobie jakieś pytanie, po prostu przyciągamy do siebie odpowiedzi… A jak zaczęła się Twoja przygoda z MBTI?

Czekam na odpowiedź do piątku.
Pozdrawiam ciepło u schyłku lutego,
Monika

Witaj Moniko;)
Moje spotkanie z MBTI miało miejsce około dwa lata temu. Był to czas, kiedy siedziałam nad projektem związanym z moją, przyszłą wtedy, firmą. Doprecyzowałam jej wizję wraz z działaniami i krokami. Jednym z elementów mojego planu były kursy i warsztaty doszkalające i rozwijające. I tak szukając ciekawych kursów dla siebie trafiłam na MBTI. A, że od bardzo dawna miałam sfokusowną uwagę na wszystko, co wiąże się z rozwijaniem mocnych stron, z resztą z tym wiązała się m.in. wizja mojej firmy, to od razu wiedziałam, że muszę i chcę wziąć w nim udział. Po pierwsze – chciałam poznać nowe narzędzie pracy z mocnymi stronami, po drugie – byłam ciekawa, co na temat mojej osoby ma do powiedzenia jedna z koncepcji opartej na teorii osobowości C. Junga ;).

W moim przypadku MBTI „postawiło kropkę nad i” oraz zamknęło klamrą to, czego zdążyłam dowiedzieć się wcześniej o sobie samej. Wyniki MBTI były z tym spójne i utwierdziły mnie w przekonaniu, że idę dobrą drogą. Jednak pomimo tego, że jestem fanką tej metody, patrząc na swoje doświadczenie w szukaniu swojej ścieżki oraz na doświadczenie innych osób w tym obszarze, uważam, że testy tego typu to zdecydowanie za mało do zaprojektowania swojej zawodowej drogi. Są świetnym uzupełnieniem własnych poszukiwań, ale nie dają na tym polu wszystkich odpowiedzi ani gwarancji sukcesu.

A wracając do plusów… Metoda zafascynowała mnie również ze względu na fakt, że można ją wykorzystywać w pracy z dziećmi. I tym chyba uwiodła mnie najbardziej. To dla mnie istotne, ponieważ to m.in. od koncepcji rozwijania mocnych stron dzieci rozpoczęła się moja przygoda z Pracownią Edukreacji.

Kończę, bo zastała mnie późna noc ;). Do napisania.
Pozdrawiam ciepło,
Aga

Co lubi w sobie Agnieszka

Oj! Agnieszko!
Zaintrygowałaś mnie nieco Twoją odpowiedzią i już mam pokusę zapytać Cię o inne niż test MBTI sposoby poznawania siebie, które w Twoim przypadku sprawdziły się najbardziej. Wiem jednak, że sporo pisałaś o tym ostatnio na swoim blogu (mam tu na myśli cykl artykułów pt. Jak odkryć swoje mocne strony, które chętnie linkuję: część 1, część 2, część 3, część 4 oraz podsumowanie). Postaram się więc dalej trzymać kurs, który zaplanowałam wcześniej.

Zdaję sobie sprawę z tego, że testy to nie wszystko, żeby poznać swoje mocne strony, ale dla mnie kontakt z koncepcją 16 typów osobowości był jednak bardzo odkrywczy. To paradoks, bo sięgnęłam do tych narzędzi w momencie, kiedy już dość dobrze siebie znałam i umiałam spojrzeć na swoje mocne strony z wielu perspektyw. Wyniki testu MBTI zaskoczyły mnie jednak pozytywnie swoją spójnością, o której wspomniałaś. Czułam się tak, jakby ktoś, kto nie zna mnie osobiście, bardzo dobrze mnie opisał. Może nawet w pewnych aspektach lepiej nazwał moje predyspozycje niż sama umiałam to zrobić. Więc z jednej strony to rzeczywiście uzupełnienie wcześniej zdobytej wiedzy na temat samej siebie, a z drugiej – taka pomoc w kompleksowym opisie tego, jaka jestem. Dla mnie to było bardzo cenne, bo odkryłam też, jak wiele mnie prawdziwej zatarło się na skutek różnych doświadczeń i jak duża część mojego naturalnego potencjału nie została rozwinięta. Kontakt z metodą MBTI pozwala mi wrócić do siebie na nowo; z odwagą nazwać walory, które posiadam, a o których wcześniej tylko marzyłam, nie dowierzając, że to ja.

Ciekawi mnie, czy jest w opisie Twojego profilu coś takiego, co i Ciebie bardzo uderzyło. Jeśli to nie tajemnica, podziel się, do którego typu osobowości należysz i co Ci się w tym typie (a więc w sobie :)) najbardziej podoba.

Ja również pozdrawiam z gwiazdami,
Monika

Cześć Moniko;)
W moim typie zaskoczyło mnie to, że był zgodny z wieloma aspektami mojej osobowości. Choć same wyniki nie były zbyt dużym zaskoczeniem, ponieważ dość dobrze siebie znam. Jestem INFP. Najbardziej wrażliwym ze wszystkich typów, najmocniej czującym i z wybitnie bujną wyobraźnią, a do tego najmocniej introwertycznym i samotniczym. Jak to nazwali twórcy: „mam osobowość unikającą”. Co się zgadza, ponieważ lubię spędzać czas w samotności, unikam dużych spędów i miejsc przepełnionych ludźmi (za wyjątkiem kin i sal koncertowych). A jak już mi się przydarzą duże spędy, to muszę po nich długo ładować baterie. Mój typ jest silnie związany ze swoimi wartościami i z tym, w co wierzy. To prawda. Jestem w stanie walczyć o swoje wartości do upadłego i bronić ich, choćby nie wiem co. Ale nie tylko wartości. Jestem w stanie wskoczyć w ogień za najbliższymi i bronić ich, kiedy komuś dzieje się źle. Generalnie mam naturę wojownika. Zresztą, w swoim życiu najbardziej podziwiałam i podziwiam wojowników właśnie. Niekoniecznie tych wojujących mieczem i ostrzem. Mam na myśli wszystkich, którzy toczą w życiu walkę o swoje wartości, o siebie, o własne ideały. Uważam, że o to warto w życiu walczyć.

A co mi się w moim typie podoba? To trudne pytanie. To, co jest moją zaletą, jest w pewnych kontekstach „słabością/minusem”. W tym sensie, że każda mocna strona ma swój cień. Cieniem mojej wrażliwości jest trudność z radzeniem sobie z nią. To obszar, który jest w moim życiu największym wyzwaniem. Z drugiej strony to m.in. wrażliwość sprawia, że jestem empatyczna, potrafię świetnie odczytywać potrzeby innych lub zauważać ich mocne strony. Dzięki wrażliwości tak intensywnie odbieram ludzi i świat. Ta intensywność zaś sprawia, że lubię pobyć sama. Paradoksem mojego typu jest również to, że nie umiem wrażliwości bezpośrednio uzewnętrzniać. To jest tak, że na powierzchni cechuje mnie dystans i, dość często, chłód, a pod spodem gorąca lawina uczuć i emocji. Trudna sprawa ;). Pewnie dlatego tak dużo piszę. Pisanie pomaga mi to wszystko z siebie wywalić, a jest tego tyle, że… O, matko! Cóż jeszcze? Cenię w sobie to, że w każdym umiem dostrzec mocne strony i potencjał. Lubię w sobie determinację, uczciwość, wierność sobie, własnym zasadom i ludziom, na których mi zależy, niczym nieograniczoną wyobraźnię, otwartą głowę, przenikliwość, solidność i to, że zawsze można na mnie polegać. Potrafię tworzyć bardzo bliskie i głębokie relacje, lecz niestety tylko z nielicznymi. To dlatego, że nie lubię powierzchowności. Poza tym jestem ignorantką i nie zawracam sobie głowy większością spraw tego świata – to też w sobie lubię ;).

Ale czy to jestem cała ja? No nie. Jestem takim pomieszaniem z poplątaniem. Z jednej strony rozum, z drugiej serce. Z jednej lewa półkula, z drugiej prawa. Choć MBTI na ten rozum nie wskazuje ;). Raczej na przerost duszy.
Moniko, patrzę na to, co napisałam i jestem przerażona ilością. Tym bardziej, że skracałam, jak się da! Wiec pora zwijać… Klawiaturę ;).

PS – Dziś przeczytałam na Dom Dobre Miejsce artykuł o kobiecości. Urzekł mnie.

Miłego wieczoru i uściski!
Aga

Każda mocna strona ma swój cień

Agnieszko!
Twoja odpowiedź spotkała mnie w momencie kryzysu i to, co napisałaś o cieniach mocnych stron jest teraz moim realnym doświadczeniem.

Ja jestem typem INFJ, co oznacza miedzy innymi, że jestem idealistką. Moja kreatywność pcha mnie do wdrażania nowatorskich koncepcji – zwłaszcza takich, które ukierunkowane są na pomoc innym ludziom. Jestem przy tym bardzo ambitna i empatyczna. Te wspaniałe cechy niestety czasem obracają się przeciwko mnie. Staję się zbyt wymagająca wobec siebie i otoczenia. To oczywiście sprawia, że bardzo łatwo doprowadzam się do przeciążenia, przemęczenia. Chcę za dużo i za szybko. Stawiam sobie nierealistyczne cele i frustruję się, że nie mogę ich od razu osiągnąć – przecież są takie szczytne i takie twórcze! Starając się być bardzo troskliwa i rozumiejąca dla innych, często zapominam o samej sobie.

I tak też stało się ostatnio. Zawiesiłam sobie za wysoko poprzeczkę, nie licząc się ze swoimi możliwościami czasowymi, w związku z czym dopadła mnie frustracja, napięcie, spadek energii i wreszcie choroba. To doświadczenie jest trudne, ale bardzo pouczające. Dotarło do mnie, że chcąc teraz zrealizować pewien projekt (konkretnie chodziło o zorganizowanie warsztatu rozwojowego), doprowadzam się do wyczerpania, które nijak się ma do wartości, które staram się kultywować w DoM-u Dobrym Miejscu. Nawołuję do dbania o siebie, zachowywania równowagi, tworzenia w sobie przestrzeni, a jednocześnie sama sobie to chciałam zabrać. Odkryłam, że nie tędy droga i kiedy podzieliłam się ze swoją przyjaciółką tym, iż postanowiłam zwolnić i odłożyć na później pewne projekty, ona napisała mi bardzo trafne życzenia: „Moniu, bądź szewcem w najpiękniejszych butach!” Znając Twoje upodobania do metafor i gier słownych, jestem pewna, że Tobie też się te słowa spodobają.

Postanowiłam podzielić się tym bardzo osobistym kawałkiem w naszej korespondencji, bo poczułam potrzebę autentyczności (to też jedna z cech charakterystycznych typu INFJ :). Zmierzam też w tym wszystkim do tego, by powiedzieć, że bardzo się ucieszyłam, kiedy przeczytałam w Twoim liście między wierszami o tym, że poznawanie siebie i lubienie siebie, to także akceptacja tych słabych punktów. Nie tylko poznawanie zalet, nie tylko kontrolowanie słabości, ale też zwyczajne przyzwolenie na to, by być ignorantem w niektórych sprawach, samotnikiem w pewnych sytuacjach czy osobą wrażliwą niekiedy może za bardzo. To taka zgoda na bycie sobą! Bardzo trudna sztuka!

I pewnie zgodzisz się ze mną, że te procesy są dwukierunkowe. Nie tylko nasze mocne strony mogą się obrócić przeciwko nam, ale też nieraz właśnie z obszaru cienia możemy doświadczyć ogromnego wsparcia. Czy Tobie też to się zdarza, że doświadczasz mocy płynącej ze swoich słabości?

Warsztat, który zdecydowałam się przełożyć na później ma tytuł SIŁA SŁABOŚCI. Postanowiłam, że póki co przynajmniej w naszej korespondencji podniosę ten ważny dla mnie temat.

Pozdrawiam ciepło u progu wiosny,
Monika

Witaj Moniko;)
To, co napisałaś o braniu na siebie za dużo, to niestety nie jest tylko kwestia typu osobowości, ale tego, w jakim świecie żyjemy. Naszej kultury i wychowania. Dotyka to wiele osób, bez względu na osobowość, mocne strony czy charakter. Poruszyłaś bardzo ważny wątek. Wszyscy powinniśmy o siebie dbać, a przede wszystkim i na pierwszym miejscu dać sobie samym na to przyzwolenie. Aby nie pędzić, pozwolić sobie na błędy, słabości, odpoczynek, wrażliwość i bycie niedoskonałym. Czyli na to, aby być, kim naprawdę jesteśmy.

Wielokrotnie doświadczałam, doświadczam i będę doświadczać tego, co Ty. Zresztą… Zajmując się mocnymi stronami, paradoksalnie zawsze odwołuję się do tematu słabych stron. Dlatego wcześniej wspomniałam o cieniach mocnych stron. Mocne strony bez ich cieni nie istnieją. To dwie strony tego samego medalu. Natomiast wszystko zależy od kontekstu, w jakim te cechy pokazujemy. Od tego zależy, czy będą uznane za mocne/przydatne czy słabe/bezwartościowe. Stąd istotna jest praca nad tym, aby sprawdzić i wybadać, jakie konteksty nam sprzyjają, a jakie nam szkodzą.

Bez słabych stron nie istniejemy. One nas tworzą, popychają do rozwoju, są również lustrem, w którym możemy się przeglądać. Przynoszą emocje, które choć czasem trudne, są ważne, aby móc się konfrontować ze sobą, swoimi potrzebami. Bez nich nie byłoby piękna świata w jego twórczej odsłonie – literatury pięknej, poezji, malarstwa i całej tej twórczej kontemplacji. Zatem wszystko jest po coś. Nasza niedoskonała strona również. Po to, aby popłakać, opaść z sił, poczuć się słabym, niedoskonałym i… takim, jak wszyscy. Również po to, aby tworzyć. Po to by się uziemić i osadzić w rzeczywistości. A czasem i po to, aby się ze swojej niedoskonałości pośmiać i obrócić ją w żart :).

Nie wyobrażam sobie pracy z mocnymi stronami bez wątku słabych stron. Bez nich istnieje ryzyko, że można wpaść w pułapkę dążenia do doskonałości, wzmacniania perfekcjonizmu albo nawet pogłębiania niskiego poczucia własnej wartości. W moim odczuciu odkrycie mocnych stron jest m.in. po to, by zaakceptować słabe strony i skonfrontować się z nimi. Oraz zobaczyć, że wszystko zależy od perspektywy i kontekstu, który nigdy nie jest stały – w przeciwieństwie do naszego złego myślenia o sobie, które przybiera stałe i skostniałe formy – niczym skamieliny czarnych myśli, jak w jakimś archeologicznym muzeum. Fajnie by było, aby każdy z nas mógł się przejść po muzeum własnych myśli. Zobaczyć je z zewnątrz, ich kształt i kolor. I przy okazji się otrząsnąć.

Pytasz mnie, czy doświadczam mocy płynącej ze swojej słabości. Gdyby nie moje słabości nie byłabym tym, kim jestem i nie robiłabym tego, co robię. Dość często o nich wspominam, aby zaznaczyć, że one nie są przeszkodą do czegokolwiek. Że pomimo nich można działać, tworzyć i normalnie żyć, a nawet spełniać swoje marzenia. Ja właśnie tak robię. Słabości to coś normalnego i choć są czymś trudnym, to jest to naturalny element rozwoju i życia. A życie nie jest bajką i pasmem ciągłych sukcesów oraz nieustającego szczęścia. I nawet jeśli komuś tak się wydaje, kiedy obserwuje ludzi, którzy odnoszą sukcesy, to jest w błędzie. Kiedy się rozwijam, ciągle napotykam na przeszkody, więc ciągle doświadczam chwil słabości/kryzysu, walczę ze sobą. Tak to jest. Nie ma innej drogi. Chyba, że bezczynność, która do niczego nie prowadzi. Istotne jest natomiast to, aby zdać sobie sprawę, że to jest NORMALNE, i że nie ma w tym nic złego. Ja tylko dzięki temu spełniam się w życiu. A wierz mi, że jest mi bardzo daleko do jakiejkolwiek doskonałości czy perfekcji. Co chwilę popełniam jakieś błędy i owszem, wcale nie jest mi z tym lekko i przyjemnie, ale idę dalej.

Zatem niech żyje nasza niedoskonałość! Tak sobie myślę, że powinno się za to wznosić toasty przy stołach ;).

A co do tego, aby być szewcem, który chodzi w najpiękniejszych butach… Twoja przyjaciółka napisała Ci piękną rzecz. Być może szewc bez butów może tworzyć piękne buty dla innych, ale stworzy ich zdecydowanie mniej, niż ten, który ma równie piękne dla siebie.

PS – Trzymam kciuki za Twoje warsztaty! Temat bardzo potrzebny nam wszystkim.

Uściski ślę!
Aga

Droga Agnieszko,
bardzo świeże i odkrywcze wydaje mi się to, co napisałaś o potrzebie wybadania kontekstów, które nam służą, a które nie. To prawda, że czasem to samo zachowanie czy jakaś nasza cecha może być zinterpretowana na wiele sposobów. I chyba chodzi też o to, by znając swoje słabe strony, nie zaprzeczać im, ale też nie dokładać sobie przez nie ciężaru, tylko spróbować potraktować je jako wewnętrzne zasoby i źródło mocy. Bardzo chciałabym rozwinąć ten wątek szerzej, ale może uda się zrobić to przy innej okazji, bo nasza korespondencja dobiega już niestety końca.

Jak z każdym poprzednim partnerem tego projektu, i teraz mam poczucie niedosytu. Pozwolę sobie jednak w ostatnim liście odbiec nieco od głównego nurtu i dopytać Cie jeszcze o Twoją pisarską pasję. W jednym z wcześniejszych listów podzieliłaś się tym, że pisanie pomaga Ci radzić sobie miedzy innymi ze swoją wrażliwością.

Czy jakieś miejsce w tym procesie zajmuje dla Ciebie pisanie listów? Czy zdarza Ci się jeszcze z kimś w tradycyjny sposób korespondować czy może preferujesz inne formy pisarstwa? Przy okazji proszę, byś podzieliła się wrażeniami z udziału w projekcie Krzepiącej Korespondencji. Dziękuję Ci serdecznie, że zgodziłaś się wziąć w nim udział.

Ślę pozdrowienia,
Monika

Pisanie jest dobre na wszystko

Witaj Moniko;)

Na koniec zapytałaś o coś, o czym mogłabym mówić i pisać godzinami. Pisanie zajmuje sporą część mojego świata i życia. Jest tak od dziecka. Odkąd pamiętam dużo pisałam. Bajki, wiersze, opowiadania, listy, nawet tworzyłam gazetę osiedlową w wieku sześciu lat – po partyzancku oczywiście ;). Jest tak, że łatwiej mi jest wyrażać siebie poprzez pisanie właśnie. To rodzaj predyspozycji. Nie umiem mówić tak, jak piszę. Nawet moje myśli na papierze przybierają zupełnie inny kształt niż w głowie. Może to kwestia introwetyzmu, może zbyt rozbudowanego wewnętrznego świata. Trudno stwierdzić. Mam wybitnie bujną wyobraźnię, co sprawia, że lubię wymyślać i tworzyć różne światy, niestworzone rzeczy, bawić się metaforą, układać ze słów nowe zlepki oraz związki, tak jakby były klockami, z których można tworzyć różne, ale przede wszystkim nowe budowle. Lubię bawić się słowami. To genialne narzędzie do konstruowania wspaniałych historii i obrazów. Sprawia, że naszym wyobrażeniom można nadać fakturę i kształt. Inną kwestią jest wrażliwość. Myślę, że dla wszystkich osób, które mają tak intensywne czucie i odbiór, jak ja, pisanie pomaga w uzewnętrznieniu nadmiaru myśli i przeżyć. Więc gdyby nie pisanie, pewnie bym oszalała. Bo czasem jest tak, że nie da się powiedzieć tego, co da się napisać. Ja tak mam.

Najlepiej czuję się w krótkich formach poetyckich oraz prozie. Był bardzo długi okres w moim życiu, kiedy zajmowałam się głównie poezją. Dziś z tej miłości powstały Dwie Kropki. Oprócz pisania bloga i artykułów związanych z moją pracą, zajmuję się pasjonarsko prozą. Jednym z moich największych marzeń jest napisanie kryminału, przy którym ostatnio coś tam sobie dłubię. To moje marzenie z dzieciństwa. W moim życiu nie ma dnia bez pisania. Trzymając w ręku długopis i pisząc, czuję się tak, jakby ktoś podłączył mnie do kontaktu ;).

Pytasz o listy. Niestety nie zdarza mi się już pisać listów metodą tradycyjną. Moja ostatnia dość intensywna korespondencja drogą tradycyjną miała miejsce, kiedy pracowałam jako nauczyciel i przerabiałam z klasą na języku polskim formę pisania listów. Uznałam, że najlepszą metodą nauki będzie pisanie do siebie listów, a nie ich sztuczne zapisywanie do zeszytów. Zrodziło się z tego niezwykle piękne doświadczenie, zarówno dla mnie, jak i dzieci, przy którym było wiele wzruszeń. Poza tym moja korespondencja odbywa się głównie drogą elektroniczną ;). Nie ma dla mnie znaczenia w jaki sposób. A liczy się słowo oraz więź, relacja z odbiorcą, przekaz myśli, tak jak ma to miejsce w przypadku naszej korespondencji, Moniko, która niestety dobiega końca.

Dziękuję Ci za zaproszenie do korespondencji i możliwość takiego doświadczenia. To piękna i niecodzienna forma wymiany myśli, która pozwala wyjść poza zwykły schemat wywiadów. A sama wymiana listów z Tobą bardzo inspirująca i pobudzająca do myślenia ;).

Dziękuję raz jeszcze i trzymam kciuki za wszystkie Twoje pomysły i przedsięwzięcia ;).

Serdeczności Moniko,
Agnieszka

  • Magdalena Mrzygłód

    Moniko, Agnieszko, cudnie się Was czyta! Dziękuję Wam za tę piękną wymianę myśli. Swoją drogą wizja muzeum myśli – wow! Chyba dziś nie zasnę szybko przez to muzem 🙂

    • Magdaleno, cieszę się, że korespondencja ŻYJE dzięki czytelnikom, że ktoś ją czyta i wyciąga wnioski nawet po kilku miesiącach od publikacji – to bardzo budujące 🙂