O kobiecej potrzebie samotności…

+ Oto ja wyprowadzę ją na pustynię i będę mówić do jej serca. + (Oz 2, 16)
 
Jeden z krzywdzących mitów na temat kobiecości mówi o tym, że piękno kobiety zamyka się i wyczerpuje w atrakcyjności fizycznej… Do tego, że prawdziwy geniusz kobiety nie tkwi na powierzchni, tylko o wiele wiele głębiej – w jej wnętrzu – nie muszę Was chyba przekonywać…
 
Jest jednak jeszcze inny – bardziej podstępny i szkodliwy mit. To zdradliwe uproszczenie, że kobieta jest stworzona do relacji i koniec kropka.
 
Nie twierdzę, że jest inaczej. Zarówno z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji innych kobiet widzę, że owszem – my kobiety mamy rzeczywiście nasze czujki mocno wystawione w stronę budowania relacji. To jest nasza potężna siła! Ale potrzebujemy też dbać o to, żeby nie obróciła się w słabość… By nie prowadziła nas do niezdrowego poświęcania się dla innych i zupełnego rozjechania się w relacji z samą sobą…
 
Bo to wcale nie jest takie proste równanie: kobiecość = powołanie do budowania relacji… Owszem, może tak być, ale tylko pod warunkiem, że kobieta ma czas i przestrzeń na pielęgnowanie swojego życia wewnętrznego, a do tego potrzebuje ona stanu samotności… W samotności możemy wyostrzyć takie nasze dary, jak instynkt czy intuicja…
 
Bardzo chciałam się z Wami tym podzielić właśnie dzisiaj – z okazji Dnia Kobiet… Do tych skrawków refleksji dołączam ważny cytat Clarissy Pinkoli Estés:
„Aby obcować z dziką stroną swojej natury, kobieta musi na jakiś czas zostawić świat i pogrążyć się w stanie odosobnienia (aloneness) w najstarszym sensie tego słowa. W dawnej angielszczyźnie słowo alone pisano rozdzielnie, all one, co można przetłumaczyć jako jednia, pełna całość. Właśnie taki jest cel samotności – stać się jednią. Jest to lekarstwo na tak powszechne u współczesnych kobiet wewnętrzne rozbicie, stan, który dobrze obrazuje stare powiedzenie: „Wskoczyła na konia i rozjechała się na wszystkie strony”.
Samotność nie wiąże się z brakiem energii i działania, jak się niektórym zdaje. Jest raczej darem i błogosławieństwem, jakim obdarza dzika dusza. W czasach starożytnych, jak przekazują znachorzy, mistycy i ludzie głęboko religijni, dobrowolna izolacja od świata miła działać zarówno kojąco, jak i zapobiegawczo. Zalecano ją, by leczyć znużenie, unikać zmęczenia. Sprzyjała też przepowiadaniu przyszłości, dawała możność wsłuchania się w wewnętrzny głos, który miał udzielać odpowiedzi na trudne pytania, głos niedosłyszalny w zgiełku dnia”.

Życzę, by w Waszej codzienności nie zabrakło tej błogosławionej samotności,

#owocnejniedzieli
M.

*
#dbanieosiebie #wrytmiekalndarza #bibliaownętrzu #samotność

*
fot. unsplash

Przewiń do góry