O (po)wolnym wychodzeniu z szuflady

z cyklu „LISTY PISANE Z WERANDY”

Kochana!

Pozwól, że tym razem zamiast podzielenia się z Tobą dającym do myślenia cytatem, opowiem Ci na wstępie sen, który przypłynął do mnie tej nocy…

Śniło mi się, że porządkuję sztachety na barierkę do werandy przy naszym domu. Stałam w słońcu i uważnie oglądałam każdy kawałek drewna… I w pewnym momencie trafiłam na jedną sztachetę, która była inna niż pozostałe – dużo brzydsza, chropowata, niedoskonała, nie odarta jeszcze z kory…

Myślę od rana o tym śnie i mam taką intuicję, że to mój kolejny sen, który zaprasza mnie do wystawienia z drzwi i pożegnania Pani Perfekcji, zanim to ona puści mnie kiedyś z torbami.

Gdy zaczęłam w notatniku zapisywać swoje refleksje na ten temat, doszłam do wniosku, że ten obraz senny to też bardzo konkretna wskazówka mojej podświadomości, by wrócić do częstszego wysyłania Refleksyjnych Pocztówek, które mają charakter listów pisanych właśnie z werandy.

Siadam więc i piszę. Lepszego momentu nie będzie :).

*

Ostatnie miesiące obfitują dla mnie w wiele cennych odkryć – i bynajmniej nie są to refleksje na temat koronawirusa, COVID-19 i światowej zarazy. O tych globalnych zmianach dotyczących naszej planety też oczywiście czasem myślę, ale nie ukrywam, że nie jest to dla mnie wiodący temat spotkań z samą sobą :). Ufam, że w tym miejscu nie poczujesz się zgorszona i nie odbierzesz takiej postawy za ignorancję, tylko odetchniesz z ulgą: „Uff, jak dobrze, że przynajmniej w Pocztówce nie będzie o pandemii!”

 

Ten ostatni czas to dla mnie takie głębokie nurkowanie w siebie. Ciągłe podróże do rdzenia… Do źródła swojej osobowości…

 

Może to na pierwszy rzut oka brzmi bardzo egocentrycznie, ale zapewniam, że staram się w tym procesie podążać za wskazaniami Słowa. Wielki Post i Wielkanoc kolejny już raz upłynęły mi na odkrywaniu Bożego Ojcostwa i godności dziecka Bożego. Ufam więc, że te osobiste wycieczki w głąb siebie nie są przejawem próżności, tylko rzetelnym i gorliwym poszukiwaniem swojego powołania.

 

{A przy okazji przecieram ścieżek, na które kiedyś także Ciebie będę mogła wprowadzić, żebyś i Ty mogła jeszcze lepiej siebie spotkać i poznać :)…}

 

Jednym z głównych doświadczeń tego czasu jest przylgnięcie do swojej pisarskiej tożsamości. Komunikowałam to w Pocztówkach już wiele razy, ale dopiero niedawno odważyłam się określić siebie mianem pisarki w swoim bio (czyli krótkim tekście o sobie, który wykorzystuje się np. na stronie internetowej, w social mediach czy pod opublikowanym w innym miejscu tekstem). Wiem, że to tylko jedno słowo określające tożsamość, ale dla mnie to prawdziwy przewrót kopernikański. Złagodziłam go dopiero wtedy, gdy dopowiedziałam, że jestem „pisarką w drodze do siebie”.

To taki splot słów, który bardzo współgra z tym, co czuję w środku… Bo z jednej strony jako literatka ostrożnie i powoli wychodzę dopiero z szuflady. A z drugiej – bardzo mocno widzę pisanie – także to nie stricte literackie – jako formę poszukiwania siebie, narzędzie zwiększania samoświadomości, proces stawania się tym, kim jestem, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi.

 

{Bardzo chciałabym zachęcać Was do zapisywania swoich myśli, emocji, doświadczeń, abyście mogły same skosztować słodkich owoców tej praktyki . To ważny kierunek, który widzę przed sobą jako przewodniczką po świecie ludzkiego wnętrza…}

 

Określenie siebie mianem pisarki to jedno. A prawdziwe wyjście z szuflady – to jest dopiero przełom.

Wróciłam na bloga, który nazwałam sobie teraz „Blogo-skrawki” i robię tam wielkie porządki:

  • zmieniam nazwy kategorii,
  • dodaję tagi,
  • ujednolicam szatę graficzną,
  • [zamieszczam tekty Pocztówek wysłanych wczesniej do Czytelniczek ;)],
  • przenoszę „prehistoryczne” wpisy z bloga na blogspocie z lat 2012-2014 i przede wszystkim
  • publikuję swoje opowiadania (!),
  • (z czasem planuję podzielić się tam z Wami także kawałkami prozy poetyckiej, a może i utworami pisanymi wierszem…).

W każdym razie – mam poczucie, że przez to dopełniam obraz mojej osoby i czerpię wiele radości z zaproszenia Was w głąb świata mojej wyobraźni.

*

Żeby więc nie przedłużać – kieruję Cię, do Postscriptum, skąd możesz szybko przeskoczyć do tych literackich kawałków na Blogo-skrawkach i poznać pierwszych pogodnych dziwaków z mojej kolekcji…

Przyjemnej lektury i do następnej Refleksyjnej Pocztówki. Bardzo chciałabym wpadać do Twojej skrzynki częściej – nawet w nieidealnej (jak ta moja jedna sztacheta ze snu) odsłonie.

Łagodne uściski, M. 💗

 

PS.

Te postacie zaczęły zamieszkiwać moją wyobraźnię wiele, wiele lat temu – jeszcze gdy byłam na studiach. Pozwoliłam im wtedy ożyć na papierze, a jednocześnie na długo uwięziłam w szafie. Gdy przez te wszystkie lata wracałam do nich przy okazji jakichś przeprowadzek czy porządków, zawsze robiło mi się cieplej na sercu.

Wciąż byli moi. Mieli się dobrze. Potrafili czekać cierpliwie. I przyszła w końcu taka wiosna, kiedy – trochę niespodziewanie – poczułam się gotowa, by wypuścić ich na światło dzienne, by pozwolić im wzbogacić także Wasze wewnętrzne światy, by pozwolić im żyć także w Waszych sercach.

To jednocześnie zaproszenie dla Was do domu mojej wyobraźni. Czujcie się tu bezpiecznie. Zabierzcie dla siebie to, co jest Wam potrzebne. Nie wszystko musicie rozumieć.

Ufam, że uda mi się z tymi bohaterami poruszyć w Was niejedną czułą strunę… Cieszę się, że mogę Wam ich przedstawić – oni też bardzo chcą się z Wami zaprzyjaźnić…

Pierwsi z galerii pogodnych dziwaków (kliknij, żeby ich bliżej poznać):

 

(fot. unsplash)

Przewiń do góry