O urokach (nie)planowania…

z cyklu „LISTY PISANE Z WERANDY”

Kochana!

Miałam nadzieję że zdążę zastukać w Twoje okno tym listem jeszcze w styczniu, bo to przecież taki miesiąc, w którym wszyscy skupiają się na planowaniu… 

Nic dziwnego jednak, że docieram z tą Pocztówką dopiero w lutym…

Jestem w takiej fazie ostatnio, że odwracam się trochę do planowania plecami. Dobrze mi z tym i bardzo chcę Ci napisać o tym więcej…

To będą takie skrawki styczniowo-noworocznych refleksji, które można wykorzystać właściwie o każdej porze roku…

Proponuję po każdym skrawku wziąć głęboki oddech i łyk ciepłej herbaty ;). Miłego delektowania się każdym słowem i każdym trzykropkiem, który jest zaproszeniem do refleksji :)…

*

1…

Kiedyś dawno, dawno temu zapełniałam moje kalendarze pięknymi cytatami z książek, fragmentami listów i sms-ów od przyjaciół, urywkami swoich refleksji… To był zapis mojego wewnętrznego procesu… Pamiątka tego, co mnie porusza… Różne olśnienia, zachwyty, słowa dające do myślenia…

Później – nie wiem nawet dokładnie, kiedy to się stało – coraz więcej linijek w kalendarzu pozostawało pustych… Przyszedł czas na miesięczne i tygodniowe tabelki, w których roiło sie od ważnych dat, terminów, spraw do załatwienia… To były moje marzenia i wizje poszatkowane na milion drobnych kroków, które miały mnie prowadzić do wyznaczonych celów… Narzędzie produktywności…

Chyba już sam sposób, w jaki o tym teraz piszę, odzwierciedla mój aktualny stosunek do tych dwóch podejść – dwóch sposobów korzystania z kalendarza, dwóch sposobów traktowania swojej codzienności…

Ufam, że już domyślasz się, które kalendarze przechowuję z sentymentem na dnie szafy… Oczywiście te z inspirującymi cytatami, fragmentami rozmów i listów, a nie te z listą zadań i różnych spraw do załatwienia.

2…

To oczywiście wcale nie znaczy, że jedno z tych podejść jest idealne, a drugie beznadziejne. Sprawa nie jest aż tak jednoznaczna i prosta. Chodzi o to, by umieć wyczuć, które podejście na danym etapie życia będzie dla nas bardziej korzystne i potraktować jej jako wiodące. Sztuka polega jednak na tym, żeby nie zapomnieć o tym drugim i też w jakimś zakresie go używać, żeby nie popadać w niebezpieczną skrajność…

Bo tam, gdzie skrajność – tam zawsze blisko jest niebezpieczna przepaść! I sztuką jest właśnie nie przepaść na dobre ani w odmętach produktywności, wyznaczanie sobie celów i dróg ich realizacji, ani w przestworzach całkowitego rozluźnienia, spontaniczności, rozleniwienia, ciągłego inspirowania się i tworzenia bez jasno wytyczonego celu…

Ja osobiście bardzo wracam teraz z bieguna ścisłego planowania i rozpisywania swoich projektów na małe kroczki w stronę większego uspokojenia, zajmowania się bardziej tym, co jest tu i teraz, niż tym, co będzie w przyszłości. Mam jednak świadomość, że na to spowolnienie mogę sobie teraz pozwolić, po części dlatego że kiedyś mocno „przysiadłam” i się przyłożyłam do swoich obowiązków.

Teraz sprawdzam, na ile da się oba te bieguny zrównoważyć i jak to może w moim życiu konkretnie wyglądać…

Jedno jest pewne – nie chcę mieć już planów, które nie mieszczą się w kalendarzu.

Chodzi o to, by nasze plany były dopasowane do naszego osobistego kontekstu, by nie brać na siebie za dużo. To grozi tylko niepokojem, frustracją, stresem i poczuciem, że skoro się z czymś nie wyrabiamy w czasie, to coś z nami jest nie tak…

Tymczasem zwykle to z ilością planów, które podpowiada nam głowa, jest coś nie tak. Nie z nami!

3…

Osobiście staję się coraz bardziej ostrożna i nieufna wobec tych pomysłów, które podpowiada mi tylko głowa. Bo ona zwykle nie baczy na możliwości ciała i to, czego pragnie serce. Okazuje sie, że często te plany z głowy wcale mi nie służa tak, jak bym chciała. Często są pochodną oczekiwań, które projektują na mnie inni. Często to podszepty wygłodniałej ambicji… Zdarza się, że te plany wypływają z poczucia powinności, z jakiegoś „muszę”, a nie  z „naprawdę chcę” czy „świadomie wybieram”, z jakiegoś „trzeba by”, a nie z „czuję, że naprawdę warto”…

Zdaję sobie sprawę, że to są bardzo delikatne i czasem trudne do rozpoznania subtelności, ale bardzo chcę się uczyć te różnice rozpoznawać, bo mam wrażenie , że od tego w dużej mierze zależy moje poczucie zadowolenia w życiu i szczęście…

Tu nie pomoże nic innego, tylko UWAŻNE WSŁUCHIWANIE SIĘ W SIEBIE… I tego nie da się zrobić nigdy raz na zawsze… To zadanie na całe życie… Ciałege przyglądanie się sobie, korygowanie obranego kursu, sprawdzanie, co mi służy, a co już się zdezaktualizowało…

W tym roku zamiast misternego rozpisywania swoich noworocznych planów i wizji, zrobiłam coś innego. Bardzo uważnie sprawdzam, w jakich kierunkach mnie w tym roku ciągnie? Co działa na mnie jak magnes? Czego naprawdę chcę? Jakie ścieżki i obszary chciałabym zbadać i już samo myślenie o nich sprawia mi dziką przyjemność…

Powstała z tego ciekawa lista – więcej o niej dowiesz się w Postscriptum.

4…

Tak więc, mam w tym roku wielką ochotę odradzić Wam noworoczne planowanie. Albo chociaż troszeczkę je zminimalizować. Zamiast tego przekierować energię na coś innego.

Na bycie tu i teraz…
Na obserwację tego, co niesie życie…
Jakie skarby…
Jakie okazje…
Czasem straty, które też są potrzebne…

Zrobiłam tak w 2019 roku i efekty takiego podejścia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Większość cudownych rzeczy, które mnie spotkały, nie były planowane. Przyszły same. Nieraz byłam zdziwiona. To nie ja je wypracowałam. Niektóre – owszem – chodziły mi już długo po głowie. Wymagały otwartości, wykorzystania okazji, współpracy z mojej strony. Ale nie doszłam do nich tylko moim wysiłkiem. Po prostu stało się:

  • 🌿 powrót do regularnego kontaktu z kierownikiem duchowym,
  • 🌿 częstsza spowiedź,
  • 🌿 przełom w mojej relacji z Maryją i zmiana stosunku do różańca,
  • 🌿 powrót do pisania dziennika,
  • 🌿 refleksyjne pisanie na fanpage Dom Dobre Miejsce,
  • 🌿 odstawienie najmłodszego od piersi już wiosną, a nie latem,
  • 🌿 odkrycie nieznanych lub zapomnianych pokładów kobiecość,
  • 🌿 otwartość na to, co mówią do mnie moje sny,
  • 🌿 odnowienie starej, ale wciąż cennej przyjaźni z czasów studenckich,
  • 🌿…

Kiedy próbujemy zaplanować życie zbyt szczegółowo, robi się w nim za ciasno na spontaniczne dary od losu. Nasze ludzkie wizje są często za ciasne, daleko im do rozmachu tego, co przygotował dla nas Bóg. Dlatego warto zrobić Mu miejsce, odpuścić swoje wizje, pozwolić Mu działać. Być czujnym, gdy przychodzi z czymś, co przekracza nasze wyobrażenia…

*

I z tym Cię, , zostawiam – u progu lutego. Jak zawsze jestem ciekawa Twojego spojrzenia na te kwestie i będzie mi miło, gdy odpiszesz na tego maila :).

Pozdrawiam spod Babiej Góry,

Monika

PS.

Przypominam, że od kilku miesięcy jestem bardziej aktywna na Fanpage Dom Dobre Miejsce. Staram się, by to miejsce było dla kobiet przystanią refleksyjności… Taką przestrzenią, która niesie mądre, głębokie treści i daje do myślenia, a jednocześnie pozwala poznać i zobaczyć kobiety, dla których życie wewnętrzne też jest bardzo ważne…

Kliknij, by przeczytać o:

Zapraszam Cię:

  • do polubienia MOJEJ FANPAGE,
  • do wciśnięcia opcji WYŚWIETLAJ NAJPIERW,
  • do regularnego zaglądania, komentowania – współtworzenia tego miejsca.

W zakładce RECENZJE możesz zostawić też kilka słów opinii od siebie.

To wszystko pomoże mi docierać z moim refleksyjnym przekazem do nowych osób :). Z każdą formę Twojego zaangażowania z całego 🧡 dziękuję.

(fot. unsplash)

Przewiń do góry