O zaglądaniu w głąb siebie

+ Celnik natomiast stał z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w piersi, mówiąc: „Boże, bądź miłosierny dla mnie, grzesznego”. Mówię wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. + (Łk 18, 13-14)

Przypuszczam, że część z Was czuje się w swoich domach w ostatnim czasie odizolowana, odseparowania – jak w więziennej czy klasztornej celi…

Przychodzę więc do Was dzisiaj z ewangelicznym celnikiem (por. Łk 18, 9-14), bo myślę, że on może nas wiele nauczyć nie tylko w czasie epidemii, ale tak w ogóle – w życiu…

(Wiem, że „celnik” niewiele ma wspólnego z „celą”, ale samo brzmienie słów wydało mi się miłym zbiegiem okoliczności – a ja lubię takie językowe smaczki i lubię Czułe Mrugnięcia Oka Bożej Opatrzności…).

Patrzeć na siebie, a nie na innych…

Pierwsza nauka, która płynie z przypowieści o faryzeuszu i celniku jest taka, że celnik POTRAFI PATRZEĆ NA SIEBIE, ZAMIAST OGLĄDAĆ SIĘ NA INNYCH.

Faryzeusz co prawda był „skupiony na sobie”, ale nie miało to nic wspólnego ze zdrową samoświadomością. Jego skupienie się na sobie było nie tylko egoistyczne, ale wręcz agresywne w stosunku do innych – pełne krytyki, oskarżeń, wytykania wad i pogardy…

Zaglądanie celnika w głąb siebie natomiast było pełne skruchy, bicia się w piersi. Można powiedzieć, że on nawet nie próbował patrzeć na innych – „stał z daleka”, „nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu”… Moglibyśmy to ocenić jako rodzaj izolowania się od społeczeństwa. I może rzeczywiście był to jakiś rodzaj dystansu, ale przynajmniej nie było w nim pogardy… Celnik uczy mnie tego, że zamiast oglądać się na innych, powinnam patrzeć w pierwszej kolejności na siebie… To od siebie mogę zacząć zmieniać świat… A jeśli już kieruję wzrok i uwagę na drugiego człowieka – to mam to robić z miłością…

Patrzeć na to, co we mnie słabei ciemne…

Ta Ewangelia prowadzi mnie jednak jeszcze głębiej… Postawa celnika pokazuje, że W TYM PATRZENIU NA SIEBIE WARTO NIE ODWRACAĆ WZROKU OD TEGO, CO WE MNIE UŁOMNE, KRUCHE, MARNE.

Faryzeusz jest dumny jak paw, widzi w sobie same przymioty, a wady przypisuje innym. Prawdopodobnie jednak, te przywary bliźnich, które wymienia (zdrada, niesprawiedliwość, cudzołóstwo), to także jego grzechy. Ponieważ trudno mu zobaczyć grzech w sobie, woli go rzutować na innych.

Celnik natomiast – mówiąc językiem psychologii – nie boi się spotkania ze swoim cieniem. Ta postać jest dla mnie wzorem takiego wejrzenia w głąb siebie, które nie boi się swojego grzechu, słabości i brudu. Dzięki temu może doświadczyć wewnętrznej integracji, scalenia i pokoju serca.

Patrzeć na swoje wnętrze z miłością…

Tu jednak nauka płynąca od celnika się nie wyczerpuje, bo jego postawa pokazuje nam jeszcze, że nie tylko WARTO PATRZEĆ NA SIEBIE, czyli dokonywać regularnej autorefleksji; nie tylko WARTO W TYM WEWNĘTRZNYM WGLĄDZIE MIEĆ NA UWADZE SWOJE SŁABOŚCI… Celnik pokazuje przede wszystkim, że WARTO PATRZEĆ NA SIEBIE I TE SWOJE UŁOMNOŚCI Z MIŁOŚCIĄ…

Faryzeusz prowadzi na modlitwie swój logiczny wywód, po to by się usprawiedliwić, ale ostatecznie to celnik wraca do domu usprawiedliwiony. I choć słowem, które pada w tej Ewangelii w różnych formach aż trzy razy, jest „sprawiedliwość”, to zauważmy, że celnik nie błaga Boga o usprawiedliwienie, a o miłosierdzie. Wie, że nie jest go godzien i jednocześnie wierzy, że je dostanie, bo Bóg jest dobry…

Lubię myśleć, że celnik wrócił do domu nie tylko usprawiedliwiony, ale z głębokim przekonaniem w sercu, że jest kochany…

I tego przekonania chcę Wam życzyć.
Nie traćcie w Waszych domach
w czasie tej narodowej kwarantanny
poczucia, że Bóg Was kocha i zawsze jest gotowy Was usprawiedliwić.

Wykorzystajcie ten czas na spotkanie się
ze swoimi słabościami w duchu miłości…

Patrzcie i pilnujcie przede wszystkim siebie,
a bliskich traktujcie z miłością…

Serdeczności,
M.

*
#domwbiblii #bibliaownętrzu #owocnejniedzieli

*
fot.unsplash

Przewiń do góry