O cichym wyjściu z Jerozolimy

 

+ Kiedy wszedł do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto. Pytano: „Kto to jest?” + Mt 21,10

Wiwatujące tłumy. Poruszone serca. Wiele uniesień…
Potem – aż do Zmartwychwstania – było już tylko gorzej…
Potem nie tylko tłumy, które wcześniej słały przed Nim płaszcze na drodze i zrywały palmowe gałązki, ale także najbliżsi zawiedli…

+ Jest bowiem napisane „Uderzę pasterza, a stado owiec się rozproszy”. + (por. Mt 26, 31)

Dziś szczególnie w Liturgii Słowa dotknęło mnie jednak to niepozorne zdanie:

+ Tej nocy wszyscy zwątpicie we Mnie (…). Lecz po Zmartwychwstaniu pójdę przed Wami do Galilei. + (por. Mt 26, 31-32)

Jezus wkracza ten ostatni raz do Jerozolimy wśród wiwatującego tłumu, który widział w Nim Proroka i Króla, lecz wyjdzie z niej w zupełnie inny sposób…

Według naszych ludzkich wyobrażeń to dopiero po Zmartwychwstaniu mógłby temu tłumowi pokazać, jaki z Niego Zwycięzca. Wtedy każda palmowa gałązka wydałaby się marnym sposobem oddawania czci Temu, który naprawdę po trzech dniach wstał z grobu…

Jezus wybiera oczywiście inna drogę… Wychodzi z Jerozolimy po tym największym wydarzeniu w dziejach ludzkości po cichu… Cichy bohater… Bez fanfar. Bez czerwonych dywanów. Bez palm. Bez wiwatów. Bez tłumu. Nawet bez ukochanych uczniów. Sam.

Sam, a jednak po to, by spotkać się z nimi. Ukochanymi, którzy zawiedli… Pomimo wszystko. Otwarty tak bardzo na tę garstkę (nie)wiernych. To nie Piłatowi poszedł się pokazać. Nie Kajfaszowi i nie Annaszowi. Żadnemu z faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Tylko tym, z którymi za życia był naprawdę blisko. Blisko wtedy, gdy widzieli w nim Syna Bożego, ale i wtedy, gdy brakowało im tej wiary…

Wzrusza mnie ten cichy powrót Jezusa do Galilei. To, że jeszcze przed Męką miał już taki plan… By jakoś szczególnie dowartościować to kameralne grono uczniów… I swoją małą ojczyznę – Galileę, w której się wychował i zaczął publicznie działać…

Ta perspektywa sprawia, że odżywa w moim sercu pragnienie, by być w tym najbliższym gronie uczniów Jezusa… Bez względu na moją ludzką słabość…

I pomyślałam jeszcze, że to wyjątkowa Niedziela Palmowa 2020, kiedy możemy stawać w naszych domach przed Panem jako kameralna wspólnota. Nie wielki kościelny tłum zgromadzony w świątyni, ale małe grupki ludzi w poszczególnych domach. Może tę izolację i rozproszenie po domach tak właśnie warto przeżyć – jako okazję spotkanie się z Jezusem w swojej małej izdebce, w bardzo okrojonym składzie.

Wierzę, że tak jest dobrze.
Ufam.

Zostawiam Was z tą nadzieją,
wkraczając w misterium Wielkiego Tygodnia,
#owocnejniedzieli
M.

*
#bibliaownętrzu #domwbiblii #Bógwdomu

*
fot. unsplash

Przewiń do góry