Poświęcenie

poświęcenieźródło zdjęcia

Dużo ostatnio pisałam o dbaniu o siebie, o tym, jak ważne jest troszczenie się o swoje potrzeby, aby być szczęśliwym człowiekiem i dobrym rodzicem. Czuję, że ważnym elementem mojej misji jest wspieranie mam, które potrzebują więcej przestrzeni dla siebie, bo w pewnym sensie macierzyństwo nam tę przestrzeń zabiera.

Czasem ta świadomość, że potrzebujemy opiekować się także sobą, jest w kobietach niezachwiana nawet przez fakt, że urodziły dzieci. Są też takie mamy, które zatracają się w wychowawczych i domowych obowiązkach bez reszty i tej świadomości w ogóle nie mają. Bywa i tak, że owszem – wiemy, że warto dbać o siebie, ale brakuje nam motywacji, pomysłów, determinacji, aby to zrobić.

Świadome nie dbać o siebie

Wszytko to prawda, a jednak nie daje mi spokoju jedna myśl. Bo przecież są też takie chwile, kiedy, będąc mamą, nie dbam o siebie zupełnie świadomie. I myślę, że wiele innych mam ma podobnie.

  • Nie dbamy o siebie, gdy wstajemy kilka razy w nocy do chorego dziecka.
  • Nie dbamy o siebie, gdy odejmujemy sobie od ust ostatnią kiść winogron, bo śmieją się do niej oczy naszej pociechy.
  • Nie dbamy o siebie, gdy zamiast pobiegać w parku, zostajemy w domu, by poczytać stęsknionemu malcowi bajkę.

To są większe lub mniejsze gesty poświęcenia z naszej strony i ono jest oznaką miłości – takiej, która „nie szuka swego” (1 Kor 13, 5).

Myślę, że podobnie było z Jezusem, który zdecydował się umrzeć na Krzyżu za nasze grzechy. On też zupełnie świadomie nie dbał o siebie. Ważniejsza była dla niego wola Ojca i dobro ludzi, których prawdziwie kochał.

Ważne jest w tym wszystkim jednak to, by dostrzec, że ofiarę Jezusa poprzedził szereg sytuacji, kiedy On rzeczywiście dbał o siebie.

  • Potrafił wygnać kupców ze świątyni, wyraźnie pokazując granice.
  • Potrafił udać się na odosobnienie, aby odpocząć od tłumów, które za nim podążały.
  • Potrafił skorzystać z gościnności Marii i Marty z Betanii.
  • Potrafił przyjąć czułość Magdaleny.

Takich sytuacji można by wymienić więcej.

Posiadać siebie w dawaniu siebie

Gdy byłam nastolatką opacznie rozumiałam ideę poświęcenia się dla innych. Powtarzałam nieraz jedną z głównych maksym ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela Ruchu Światło-Życie – „POSIADAĆ SIEBIE W DAWANIU SIEBIE” i myślałam, że to oznacza roztrwonić siebie, rozmienić siebie na drobne dla innych. A potem czerpać satysfakcję z tego, jak ja to się nie poświęcam.

Czy nie chodzi tutaj jednak o to, aby najpierw zadbać o swoją tożsamość, a dopiero potem dawać siebie innym? Bo tylko wtedy, ten dar ma rzeczywiście wysoką wartość. Wszak mamy kochać bliźniego, JAK SIEBIE SAMEGO.

Może tu nie chodzi o żaden paradoks polegający na tym, że dając siebie, zyskujemy większą wartość. Może to jest prostsze: najpierw posiadać siebie, żeby móc potem siebie dawać…

Świadome poświęcenie jest wtedy, gdy wiemy, co poświęcamy i wiemy, jak wiele jest to warte.

Refleksyjnie się zrobiło. Wiem… To taki czas, który skłania dorozmyślań i patrzenia na wszystko od podszewki… Kiedy tracenie życia, oznacza zyskiwanie go… Kiedy okazuje się, że najwięcej można zdziałać w momentach najwięcej bezsilności… Jak Jezus na Krzyżu…

Życzę Wam zdolności

do mądrych i owocnych poświęceń…

Takich, które Bóg dopełni swą Łaską…

Monika

Przewiń do góry