Spytaj siebie, czego pragniesz

źródło zdjęcia

Ta piosenka zespołu Perfect do dziś dotyka mojego serca. Choć pewnie, co innego chodziło mi po głowie, gdy słuchałam jej jako marząca o znalezieniu chłopaka nastolatka, a co innego znaczy ona dla mnie dzisiaj, kiedy ów chłopak dawno już został odnaleziony i od ośmiu lat stoi u boku jako mąż oraz tata dwójki naszych dzieci.

„Spytaj siebie, czego pragniesz. Co ludzie myślą, to nie istotne” – śpiewał z zacięciem i przekonaniem w głosie Grzegorz Markowski, a ja jako młoda gniewna (przynajmniej w duchu, bo na zewnątrz tej gniewności raczej wtedy nie było widać) próbowałam – nieświadomie jeszcze – przemodelować jedno z bardziej negatywnych przekonań, jakie było mi wpajane od dzieciństwa – że trzeba zważać na każdym kroku, co ktoś inny sobie o mnie pomyśli. Bzdura!

Co ludzie myślą, to nieistotne…

Dziś, kiedy z radia sączą się te nabrzmiałe mądrością słowa, dociera do mnie, że można je interpretować jeszcze inaczej. Nie ma znaczenia, co myślą inni ludzie na temat moich pragnień, bo:

  • po pierwsze to ja znam siebie samą najlepiej,
  • po drugie tylko ja jestem odpowiedzialna za zaspokojenie tych potrzeb,
  • po trzecie mogę je zaspokoić na różne sposoby, a to czy zdecyduję się prosić innych o to, by mi w tym pomogli zależy od mojej inicjatywy, a nie od tego, czy się wspaniałomyślnie domyślą.

Dlatego uważam, że warto pytać siebie, czego pragnę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wyrwałam właśnie poprzednimi akapitami cytat z kontekstu, ale cóż – prawo pisarza: wyłuskiwać znaczące słowa i obracać je w palcach jak kolorowe szkiełka oglądane pod słońce.

Więc teraz – pomyślnie, mam nadzieję – zderzę tekst popowej piosenki z nurtem Empatycznej Komunikacji Marshalla Rosenberga. Ta koncepcja od kilku lat jest nieustannie pożywką dla mojego kobiecego umysłu i serca.

Nie trać z oczu swoich potrzeb…

W Non Violent Communication, które w Polsce nosi niefortunną moim zdaniem nazwę Porozumienia Bez Przemocy, wciąż urzeka mnie to, że Rosenberg nie tylko namawia do tego, o czym śpiewał Markowski – żeby zadać sobie pytanie o swoje potrzeby.

Rosenberg odbudowuje także moją nadzieję na to, że moje potrzeby mogą zostać zaspokojone i przywraca mi poczucie wpływu. Oto ja sama mogę się o nie skutecznie zatroszczyć, nie oglądając się na to, czy otoczenie na ten moment jest gotowe mi tę pomoc w zaspokojeniu moich potrzeb nieść.

Bywa, że czasem zafiksowuję się na jednej ciasnej strategii zaspokojenia jakiejś potrzeby. Upieram się, że chcę mieć swój własny komputer, żeby mi go nikt inny nie zaśmiecał swoimi plikami. Albo stwierdzam, że koniecznie w tej właśnie chwili – i żadnej innej – łóżko ma być pościelone, a zabawki ułożone na półce w rzędzie. Zapędzam się tak, a właśnie – lepiej napisać – sama stawiam sobie i bliskim bariery, które trudno przebić… To ciasne myślenie hamuje rozkwit relacji.

Jest wiele strategii zaspokajania potrzeb…

Rosenberg przywraca mi wiarę w to, że istnieje wiele okien i drzwi. Każda potrzeba może być zaspokojona na wiele sposobów. To tylko kwestia mojej kreatywności i – co już trudniejsze – cierpliwości w poszukiwaniu optymalnego rozwiązania.

Bo za zachcianką dotyczącą nowego komputera, kryje się potrzeba autonomii i niezależności. Za żądaniem o pościelonym łóżku – potrzeba porządku i reguł. I kiedy popatrzę na tę sprawę szerzej, to uświadamiam sobie, że ani nie muszę płakać nad tym, że nikt nie kupi mi nowego komputera, ani nie muszę frustrować się, że oto jestem nie słuchana. Nie muszę też dokarmiać destrukcyjnych myśli, że oto „nikt mnie nie szanuje w tym domu” i że „nie ma w nim dla mnie przestrzeni”.

Mogę ucieszyć się swoją półką z książkami, swoim osobnym folderem na komputerze, który układam po mojej myśli, mogę uradować się tworzeniem swojego (czyt. rządzącego się tylko moimi prawami) miejsca w internetowym świecie. Mogę pielęgnować w sobie wdzięczność za to, że potrafię – jakże dojrzale – odwrócić się na pięcie i przejść do pomieszczenia, w którym panuje względy ład, przypominając w stosowniejszej chwili córce, że porządek jest milszy mojemu oku, ale rozumiem też, że często jej „nie” znaczy po prostu „nie teraz” i nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku.

Rosenberg uczy mnie zaczynać od siebie, od wnętrza, od środka. Pokazuje mi, jaka siła tkwi w rozpoznawaniu uniwersalnych ludzkich potrzeb i odróżnianiu ich od zmiennych i różnorodnych strategii ich zaspokajania.

Pytam więc często siebie, czego pragnę… A co ludzie myślą… Cóż – istotne, nieistotne… Zależy od punktu widzenia…

Teraz na przykład ciekawa jestem bardzo Twoich wrażeń? Bo styl pisania mi się zmienia. Zauważyłaś? No i ważniejsze: czy często pytasz siebie, czego pragniesz? Podziel się w komentarzu.

*

A jeśli chcesz pod moim czujnym okiem popracować nad sferą swoich potrzeb i strategii ich zaspokajania, to wiosną będzie ku temu okazja. Prowadzę wtedy warsztat online ZADBANA MAMA, gdzie tej tematyce poświęcone są aż dwa z czterech planowanych modułów. Zapisz się na listę osób oczekujących na ten kurs, abyś pierwsza mogła dowiedzieć się o jego sprzedaży.

Przewiń do góry