Wrażliwość

 
Przeczytałam ostatnio na blogu Marty Waszczuk recenzję książki Brené Brown – Z wielką odwagąPozycja ta nosi wiele wyjaśniający podtytuł: Jak odwaga bycia wrażliwym zmienia to, jak żyjemy i kochamy, jakimi jesteśmy rodzicami i jak przewodzimyW tym samym poście Marty można odnaleźć linki do dwóch nagrań video, w których amerykańska autorka dzieli się najważniejszymi wnioskami ze swoich badań nad wrażliwością.
 
Przemówienie Brené Brown dało mi wiele do myślenia. Do tej pory bowiem rozumiałam chyba wrażliwość dość wąsko. Kojarzyła mi się ona z postawą osoby, która jest czuła na cierpieie innych (także zwierząt), przez co przejmuje się ich losem, stara się być empatyczna, nieść pomoc i wsparcie. Byłabym również skłonna przypisać tę cechę ludziom, którzy łatwo wzruszają się, oglądając czasem nawet marny film zawierający jakieś tkliwe sceny rozstań, pożegnań, powrotów… No i jeszcze jedno: wrażliwość na piękno! Na pewno kogoś, kto potrafi się zachwycić jakimś krajobrazem albo dziełem sztuki, nazwałabym wrażliwym. Biorąc pod uwagę te trzy rozróżnienia, mogłabym powiedzieć o sobie, że sama jestem osobą wrażliwą i traktowałabym tę cechę jako swoją zaletę. Na pewno nie objaw słabości.
 
Tymczasem Brené mówi przede wszystkim o tym, że panuje ogólna tendencja do wypierania wrażliwości jako wady, której należałoby się wystrzegać. Sama badaczka gorąco przed tym przestrzega, próbując pokazać, że wrażliwość w istocie znamionuje ludzi silnych i naprawdę odważnych.
 
Warto zauważyć, że Brown, mówiąc o wrażliwości, używa terminu „vulnerability”. Nie chodzi jej więc:
 
  • ani o „sensitivity” („tkliwość”),
  • ani o „sensibility” („emocjonalność”),
  • ani o „sensitiveness” („nadwrażliwość”„czułość”„uczulenie”),
  • ani oczywiście o „tenderness” („rzewność”).

Brené mówi o wrażliwości, która oznacza „słaby punkt”„poddatność na zranienie”. Do nieskrywania tego typu wrażliwości namawia, odwołując się przy tym do prowadzonych przez siebie badań naukowych, ale i do osobistego doświadczenia. Zresztą obejrzyjcie i posłuchajcie tego sami.

To przemówienie sprawiło, że zaczęłam rozumieć wrażliwość znacznie szerzej niż do tej pory. Teraz rozumiem ją jako zdolność do przeżywania uczuć – zarówno tych przyjemnych (np. radość, zadowolenie, ulga), jak i tych nieprzyjemnych (np. złość, lęk, smutek).
 
Poruszyło mnie to, co Brené powiedziała o niemożliwości selektywnego „zamrażania” emocji. Jeśli człowiek stara się nie dopuszczać do siebie swojego smutku, wściekłości czy strachu, to nie będzie umiał także przeżyć prawdziwej euforii i szczęścia.
 
Od tej pory będę postrzegać wrażliwość jako gotowość do rozpoznawania, nazywania i spotykania się ze swoimi prawdziwymi emocjami, z całym ich bogactwem. To oznacza dla mnie taką próbę bycia wyczulonym na uczucia, czyli nie znieczulania się – zwłaszcza wtedy, gdy do głosu dochodzą emocje trudne.
 
Dużo łatwiej jest mi w ten sposób być wrażliwą na swoją radość, dużo trudniej – na smutek. Niełatwo mi spotkać się ze swoim lękiem, wolę udawać długo, że go nie ma. Złości zwykle w ogóle nie zauważam w porę. Poznaję ją dopiero wtedy, kiedy niestety przyjmuje postać niekontrolowanego wybuchu.
 
Najlepiej o mojej słabej jeszcze wrażliwości na świat  trudnych dla mnie emocji świadczy pewna językowa nieumiejętność, dająca znać o sobie także podczas pisania tego posta. Trudno mi opisać swoje przyjemne emocje, nie umiem nazywać ich różnorodnych odcieni, ale wiem, że jest wiele odcieni radości i ufam, że dbając o swoją wrażliwość na wszystkie emocje (te przyjemne i te znacznie mniej) uda mi się przeżywać szczęście w całym jego bogactwie i opowiadać o tym, dzieląc się nim z innymi.
 
Wrażliwość to umiejętność bycia uważnym na swoje uczucia. To także proces u-ważniania emocji. Czynienia tej – często zaniedbywanej sfery osobowości – ważną.
 
Jestem niezmiernie ciekawa Waszych opini na ten temat.
 
  • Czym dla Ciebie jest wrażliwość?
  • Co myślisz o odwadze pokazywania swoich słabych punktów i wystawiania się na zranienie?
  • Z jakimi swoimi uczuciami jest Ci się najtrudniej spotkać, a z jakimi najłatwiej?
 
Dużo wątków, prawda? Jakieś komentarze? Zapraszam do dzielenia się spostrzeżeniami!
 
 
(fot. unsplash)

Przewiń do góry