Zadbana mama #2 – Marlena Bessman-Paliwoda

????????

Z radością prezentuję kolejny portret mamy, która dba o przestrzeń dla siebie. Jest nią Marlena Bessman-Paliwoda, którą miałam okazję poznać zeszłej jesieni podczas mojego wyzwania „MAMO, ODKRYJ SWOJE MOCNE STRONY”. Gdy zajrzałam na jej stronę internetową Mamy się, szybko odkryłam, że łączą nas podobne wartości. Marlena jest moderatorką prężnie rozwijającej się Grupy na Facebooku Małżeństwo – mamy się dobrze. Więcej dowiesz się o niej z poniższych odpowiedzi. Owocnej lektury!

Ile masz dzieci i w jakim są wieku?

Jestem mamą dwóch chłopców. Starszy skończył dwa latka, zaś młodszy ma pięć miesięcy.

Zabawna historia z Waszego rodzinnego życia…

Nasz dwulatek szlifuje swoje umiejętności językowe. Kiedy ostatnio niemowlę miało katar, posmarowałam nu nosek maścią majerankową. Dwulatek zrobił skwaszoną miną i zaczął krzyczeć: – Mamo, Maciu błoto!, Maciu błoto! [czyt. Maks ma na nosie błoto – kojarzone z paplaniem się w kałuży ze Świnki Peppy]. Mieliśmy z tego dużo radości, choć wiadomo, rodzice zawsze oceniają komizm inaczej.

Czym zajmujesz się zawodowo?

Przed staniem się mamą pracowałam w PR, następnie w urzędzie miasta. Obecnie „siedzę w domu z dziećmi”, jestem też blogerką.

Co lubisz robić ze swoimi dziećmi?

Najchętniej czytam im książki. Ostatnimi czasy ogranicza się to do odpowiadania na pytania „Mamo, cio to?”, jednak czas z dziećmi i książkami jest moim ulubionym.

Co najbardziej w sobie lubisz?

Lubię siebie, po prostu. A gdybym miała wybrać… To byłoby to poczucie humoru – specyficzne, często nierozumiane, ale połączone z dystansem do siebie.

Jakie jest Twoje ulubione pomieszczenie w Twoim domu?

Kuchnia. Nie dlatego jednak, że lubię gotować (lub, że umiem). W wakacje odważyłam się przemalować samodzielnie segment kuchenny z zielonego koloru (był to według mnie szczególnie brzydki odcień) na biało. Do tego zmieniliśmy kolor ścian, kupiłam dywan, stolik, dodałam zdjęcia, plakaty i dziś mogę powiedzieć, że to moje miejsce, moja przestrzeń. Następne wakacje oznaczają kolejne eksperymenty wnętrzarskie, więc nie wiem czy i pierwszeństwo kuchni nie pójdzie w zapomnienie.

Co należy do Twoich ulubionych domowych czynności?

Kiedyś odpowiedziałabym, że sprzątanie – zawsze działało na mnie odstresowująco. Układanie moich myśli, planów zawsze swój początek miało (i nadal ma) od uporządkowania tego, co mam wokół. Materialne i bezuczuciowe rzeczy uporządkować najłatwiej. Zaczynałam od tego, aby mieć dobre tło na kolejne zmiany. Czy sprzątanie jest nadal moją ulubioną czynnością? Nie wiem. Sprzątam cały czas. 😉

Jakich domowych obowiązków nie znosisz?

Prasowanie jest zdecydowanie numerem jeden. Nie mam za bardzo komu delegować takich zadań. Tu poczyniłam wielkie zmiany ucząc się nie prasować niektórych rzeczy. Niezdrowy perfekcjonizm kazał mi prasować wcześniej wszystko. Uwalniam się od tego. W materii perfekcjonizmu podpatruję teksty Jadwigi Korzeniewskiej z Laboratorium Zmieniacza.

W jaki sposób dbasz o siebie na co dzień?

Dbanie o siebie” postrzegam w kilku wymiarach. Nie czuję się pełną, ułożoną układanką bez zadbania o wygląd, wymiar intelektualny, zdrowotny, duchowy i emocjonalny. Na pierwszy rzut idzie, choć nie jest to wymiar według mnie najważniejszy, wygląd. Na samym początku macierzyństwa szczególnie trudno było mi dbać o niego, po prostu to było na szarym końcu moich priorytetów. Potem jednak zauważyłam, że zaczynam czuć się źle z samą sobą. Musiałam znaleźć sposób na to, aby być po prostu kobietą zadbaną i zadowoloną z siebie samej. Jak to zrobiłam? Przeanalizowałam sobie jak wygląda mój dzień. Zobaczyłam wtedy, że robię dużo rzeczy, które nie mają sensu przy dzieciach. Po co np. układać zabawki, którymi zaraz będą się bawić? Traciłam czas na niepotrzebne czynności, zamiast poświęcić go sobie.

Zawsze miałam zacięcie naukowe. Rozwijanie się, czytanie, uczenie się to część mnie. Bez tego nie potrafiłabym określić, kim jestem. Dbam o siebie intelektualnie – czytam, przeglądam, dopytuję, piszę bloga, robię szkolenia. Zawsze słyszę pytanie: kiedy to robię, nie mając pomocy przy dzieciach? Część rzeczy mogę robić przy karmieniu piersią, inne – nocą lub bardzo wcześnie rano. Czasami uda mi się przejrzeć (bo nawet nie przeczytać) gazetę w ciągu dnia. Resztę robię nocami, po prostu.

Dbanie zdrowotne z kolei weszło mi w nawyk (dwie ciąże też miały na to wpływ). Do pełni jednak takiej troski o siebie muszę dodać duchowość i emocje. Ten wymiar duchowy dbania o siebie pozwala mi na zauważanie wielu rzeczy we mnie, zrobienia analizy tego, co robię i jaka jestem w konfrontacji do tego, czego pragnę i jaka chcę być. Tutaj pomagają mi medytacje i czytanie Pisma Świętego. To z kolei wpływa na wymiar emocjonalny: to jak odbieram rzeczywistość i co najważniejsze: ludzi, w tym moich trzech mężczyzn z domu.

Jeśli dbałość o któryś wymiar szwankuje, zaczyna się u mnie tzw. depresyjne zmęczenie. To znak, że muszę przystopować. Nie chcę doprowadzić do wypalenia, jakie może dotknąć mamy (pisałam o tym w swoim tekście „Nie bądź supermatką! Nie warto!”). Staram się dbać o swoją przestrzeń. Robię to bardziej świadomie dzięki Tobie, Moniko (cały czas wspominam Twoje wyzwanie „Mamo, odkryj swoje mocne strony” oraz Magdalenie Rolnik, która na swoim blogu pokazuje jak dzieci wpływają na rozwój osobisty mam.

Z kim lubisz spędzać czas (poza swoimi dziećmi)?

Z mężem. Mamy takie silne postanowienie dbania o nasza małżeńską relację. „Czas dzieci” przeminie. Kiedyś w naszym domu zostaniemy tylko my, nie chcemy być sobie obcy. Lubię także spotkania z przyjaciółmi. Rozmowy z moim mężem i przyjaciółmi są dla mnie zawsze ubogaceniem, odpoczynkiem, nowym spojrzeniem. Cenię te chwile i cieszę się nimi.

Czy masz jakąś pasję? Kiedy i jak ją rozwijasz?

Bardzo lubię ludzi. Lubię z nimi rozmawiać. Nie gadać, przegadywać, ale rozmawiać, czyli także milczeć, słuchać emocji i tego, co w sobie noszą głęboko. Szczególnie jednak lubię pochylać się nad relacją małżeńską. Dlatego właśnie prowadzę blog dla małżeństw. Nie dawał mi on jednak bezpośredniego kontaktu z tymi, którzy mnie czytają. Założyłam więc grupę dla małżeństw na Facebooku. Mogę też oficjalnie ogłosić, że zaczynam pisać książkę. Tworzę konspekt książki, którą kierować będę do młodych małżeństw. Dlaczego właśnie do nich?

Małżeństwo to „współczesna forma niewolnictwa”. Kojarzy się z utratą wolności, spisaną na straty próbą utrzymania uczuć i tym, że „dalej tak pięknie nie będzie”. To najczęstsze stereotypy dotyczące małżeństwa, które swoje odzwierciedlenie mają w spadającej liczbie zawieranych małżeństw (tendencja ta widoczna jest od 2008 roku). Małżeństwa się rozpadają – w 2013 r. rozwiodło się ponad 66 tys. par małżeńskich – o 1,6 tys. więcej niż w 2012 roku.

Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, nie przygotowujemy się odpowiednio do małżeństwa, po drugie, biernie trwamy w małżeństwie. Jego stanem zajmujemy się dopiero, kiedy zaczyna się rozpadać. Chcę pokazać młodym małżeństwom i osobom w niedalekim czasie o zawarciu małżeństwa myślącym, co robić, aby zmniejszyć ryzyko bolesnego rozczarowania małżeństwem.

Wymarzyłam sobie „Projekt: Twórcze małżeństwo” i małymi kroczkami go rozwijam. Wielkość kroków jest tu zależna od tego, na jakim etapie macierzyństwa jestem. Obecnie wyrywam strzępy czasu na realizowanie go, ale w każdym miesiącem będzie go więcej (prawda?:)).

Największe wyzwanie, jeśli chodzi o rozwój osobisty…

Pierwsze wyzwanie to czas. Nie chcę być niewolnikiem czasu, jego zakładnikiem. Uczę się planowania, które będzie wyrażało mnie, a nie daty, tabelki i rubryki. Nie chcę też planowania wyzbytego z emocji. Chcę by było plastyczne – tego jako mama potrzebuję. Drugie wyzwanie to odpoczynek. Uczę się odpoczywać bez wyrzutów sumienia.

W samym jednak rozwoju osobistym nie chcę się zagalopować. Można przecież rozwijać się lub rozwijać SIEBIE, jak to ujęłaś w swoim tekście. Cenna wskazówka.

Jak radzisz sobie w kryzysowych sytuacjach jako mama?

Kryzys to duże słowo, jednak jeśli chodzi o chwile zwątpienia, zmęczenia, ogromnej potrzeby „tępego patrzenia się w ścianę”, to jest to często. To kwestia głównie tego, że mam dwóch małych chłopców, ale też np. perfekcjonizmu, który jest we mnie, tego, że nasz dom jest otwarty na innych – ich problemy, potrzeby. Wprowadziłam sobie jednak nowy przedmiot w szkole macierzyństwa: odpuszczanie. Odpuszczam to, co nie jest konieczne. Pomaga. Staram się postępować tak, jak opisałam w tekście o wypaleniu matki.

Jak rozwinęłaś się dzięki macierzyństwu?

Praca pod presją czasu w Warszawie nie nauczyła mnie tak postępowania zgodnie z hierarchią ważności zadań jak opieka nad dziećmi. Co jest ważniejsze? Nakarmić dziecko czy poprasować? Widzę, że jestem lepiej zorganizowana, nauczyłam się przewidywać znacznie więcej niż wcześniej. Macierzyństwo to darmowe, choć bardzo absorbujące szkolenie z zakresu rozwoju osobistego. Nie mogłabym go nie polecić.

***

Mam nadzieję, że odpowiedzi Marleny zmotywowały Cie to tego, byś i Ty dbała na co dzień o siebie i nie rezygnowała ze swoich ambicji i marzeń. Macierzyństwo z jednej strony jest bardzo absorbujące i czasem nie pozostaje w naszym życiu wiele przestrzeni na coś innego. Z drugiej to obszar życia, dzięki któremu mamy szansę rozwinąć się, jak nikt inny.

Jeśli czujesz, że trudno Ci troszczyć się o siebie z braku czasu, z powodu rodzących się wyrzutów sumienia, czy z jakiegokolwiek innego powodu – zapoznaj się z ofertą kursu on-line, który planuję przeprowadzić dla mam w kwietniu tego roku. Kliknij w obrazek poniżej, zapisz się na listę zainteresowanych kursem i sprawdź, czy to coś dla Ciebie.

baner zadbana mama kurs