Zasługuję na to, co w życiu najlepsze – korespondencja z Andrzejem Burzyńskim

Zasługuję na to, co w życiu najlepsze - korespondencja z Andrzejem Burzyńskim

Tym razem namówiłam do udziału w projekcie Krzepiąca Korespondencja mężczyznę! Andrzej Burzyński jest koneserem ŻYCIA PEŁNEGO PASJI i założycielem Instytutu Rozwoju Osobistego KOAH. Polecam odwiedzić jego stronę internetową: www.andrzejburzynski.pl, gdzie poza ciekawymi artykułami na blogu można znaleźć wiele wartościowych nagrań audio oraz wideo, w których Andrzej uczy, jak sensownie żyć i zarabiać na swojej pasji. Hebrajskie słowo KOAH oznacza umiejętność zrobienia czegoś praktycznego oraz siłę do zrobienia czegoś praktycznego. Myślę, że ta nazwa jest bardzo spójna z samym Andrzejem, bo w każdej jego wypowiedzi w naszym listowym dialogu ta praktyczność i konkret są bardzo widoczne. Zapraszam zatem do lektury i do działania! A pod wpisem – mile widziane komentarze!

Kobiety i mężczyźni – w obliczu pasji

Drogi Andrzeju,

bardzo się cieszę, że z entuzjazmem zgodziłeś się wziąć udział w moim projekcie listownej wymiany inspirujących myśli. Tym bardziej, że jesteś pierwszym mężczyzną, którego oficjalnie zaprosiłam w DoM-owe progi. Ponieważ widzę, że do tej pory głównymi czytelniczkami artykułów na mojej stronie są kobiety, pomyślałam, że trzeba tu wprowadzić trochę równowagi. Dlatego bardzo chciałabym, żebyśmy popisali trochę o kobiecości i kobietach, ale Z MĘSKIEGO PUNKTU WIDZENIA.

Mianujesz się koneserem życia pełnego pasji, prowadzisz szkolenia dotyczące owocnego życia i zarabiania na tym, co się kocha robić, pracujesz też – o ile mi wiadomo – z klientami indywidualnymi w celu uwolnienia drzemiącego w nich potencjału.

Jestem ciekawa, czy stykając się podczas tych aktywności zawodowych z wieloma ludźmi, dostrzegasz jakieś różnice w podejściu do ŻYCIA PEŁNEGO PASJI między kobietami i mężczyznami. Potrafiłbyś wskazać zależności w tym względzie, bazując na swoim doświadczeniu?

Z zainteresowaniem czekam na odpowiedź do końca tygodnia.
Pozdrawiam ciepło,
Monika

Witam!

Dzięki za bardzo ciekawe pytanie. Przyznam, że choć bywam bardzo często pytany o zagadnienia związane z pasją, to po raz pierwszy zostałem zapytany o ten aspekt.

Nie zauważam istotnych różnic między kobietami a mężczyznami w podejściu do życia pełnego pasji. Główne różnice, jakie dostrzegam wynikają przede wszystkim z odmiennych osobowości. Natomiast istnieją subtelne niuanse i na nich chcę się skupić.

Osoby, którzy zwracają się do mnie w celu poszukiwania swojej pasji, to są zwykle ludzie 2-3 lata po studiach, którzy doświadczyli już prozy życia, lub w okolicy czterdziestki, a więc ci, którzy weryfikują swoje dotychczasowe życie i postanawiają dokonać zmian. W tym kontekście zauważam pewne różnice.

Mężczyzna, który 2-3 lata temu skończył studia, zwykle patrzy na to, jak dużo da się zarobić na swojej pasji. Oczywiście ważne dla niego jest, aby robić to, co lubi, ale ważniejsze, aby zarobek był satysfakcjonujący.

Kobieta, która jest 2-3 lata po studiach, zwykle pyta, czy na pewno teraz dobrze wybierze. Przecież już raz próbowała i nie wyszło dobrze, więc teraz poszukuje tego poczucia pewności.

Jeżeli chodzi o mężczyznę, który jest w okolicach czterdziestki, to kiedy myśli o pasji, zadaje pytanie: „Czy utrzymam z tego rodzinę?”. Ma poczucie odpowiedzialności za byt swoich najbliższych. Zwykle ma już dobrze (lub wystarczająco) płatną pracę, natomiast nie odczuwa w niej satysfakcji albo ta satysfakcja jest ograniczona. Chce zmian, ale nie chce obniżać statusu rodziny.

Natomiast kobieta, która jest w okolicach czterdziestki, kiedy rozmawia ze mną o pasji, to zwykle pyta: „Czy nie będzie to kosztem rodziny?”. Najczęściej ma już w miarę odchowane dzieci i pewną dozę frustracji z wykonywanej pracy (lub wraca na rynek pracy). Chciałaby spróbować czegoś nowego, bardziej odpowiadającego jej osobowości, ale nie chciałaby poświęcić się temu tak bardzo, aby nie stracić więzi z rodziną.

Tak widzę główne różnice. Oczywiście jest to tylko oparte na moich specyficznych doświadczeniach w pracy z klientami, którzy poszukują odkrycia i zbudowania życia na swojej pasji.

Pozdrawiam:).

Jak wzmocnić pewności siebie

Andrzeju,
to ciekawe, co napisałeś. Przyznam, że nie należę już albo jeszcze ani do jednej, ani do drugiej grupy wiekowej, którą tu opisałeś. Plasuję się pośrodku, ale patrząc na te zarysowane przez Ciebie mini-portrety, najbliżej mi chyba do osoby poszukującej poczucia pewności – takiego utwierdzenia się w przekonaniu, że wybierając pasję, podążam właściwą, czyli naprawdę swoją ścieżką.

I jak tak o tym dłużej myślę, to wydaje mi się, że można by chyba to poszukiwanie PEWNOŚCI SIEBIE rozciągnąć na pozostałe naszkicowane w Twoim liście przypadki. Bo jeśli rozumieć pasję, jako taki wewnętrzny zew, który wyraźnie woła, by robić to, co się naprawdę lubi i w czym się jest naprawdę efektywnym, co przychodzi stosunkowo łatwo, to w każdej z tych sytuacji będzie chodziło o to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że to ma rację bytu.

Mężczyzna dwa lata po studiach będzie się zastanawiał, czy bogactwo jego doświadczeń związanych z pasją da się przełożyć na bogactwo w sensie materialnym i najbardziej dosłownym. Mężczyzna po czterdziestce będzie się wahał, czy ma prawo żyć pasją – bardziej w zgodzie z sobą i czy da się to zharmonizować z potrzebami finansowymi rodziny. Podobnie kobieta w okolicach czterdziestki stanie przed dylematem, czy może iść za głosem serca i czy to nie spowoduje jakiegoś wewnętrznego rozdźwięku – słowem, czy da się pasję pogodzić z macierzyństwem i zajmowaniem się domem.

Nie wiem, czy się ze mną choć trochę zgodzisz, ale chyba tu wszędzie chodzi o PEWNOŚĆ SIEBIE – rozumianą szerzej jako samopotwierdzenie, pytanie czy będąc sobą i podążając za głosem pasji, nie zaszkodzę w jakiś sposób sobie i najbliższym.

I z tej obserwacji wynika moje pytanie na ten tydzień naszej korespondencji. Co jest według Ciebie najskuteczniejszym sposobem na wzmacnianie PEWNOŚCI SIEBIE? Myślę, że to jest bardzo konkretna i uniwersalna sprawa, a inspiracja dotycząca tej kwestii może przydać się zarówno kobietom, jak i mężczyznom, czytającym nasze listy.

Czekam więc z nieukrywaną niecierpliwością na Twoją odpowiedź.
Pozdrawiam serdecznie,
Monika

Odkrycie pasji i jej rozwijanie absolutnie wiąże się z pewnością siebie! Wystarczy mi chwila rozmowy z daną osobą, aby odkryć jej pasję. Dlaczego? Zwykle wprost lub w zakamuflowany sposób sama o tym powie. Po latach pracy z ludźmi łatwo jest odkryć ich potencjał. Kluczowe jest jednak to, aby człowiek sam zechciał uwierzyć w swój potencjał. Uwierzyć oznacza dla mnie działać. Miałem już takie sytuacje, kiedy ktoś z błyskiem w oku mówił: „Tak, to jest moja pasja”. Czasami towarzyszą temu łzy wzruszenia lub radość. To jest moment wspaniałego początku, coś podobnego do poczęcia dziecka. Teraz jednak trzeba zadbać o to, co się poczęło.

W tym miejscu pewność siebie jest tym, czego potrzebujemy. Pamiętam jak rozpocząłem swoją działalność szkoleniową. Z ogromnym entuzjazmem rzuciłem się w wir działań. Po pewnym czasie jednak przychodziło coraz większe rozczarowanie słabym zarobkami, tym bardziej, że miałem rodzinę na utrzymaniu. Takie ogromne rozdarcie: ogromne przekonanie do tego, co jest moją pasją i całkowita bezradność wobec tego, że nie będzie można z niej żyć. Przeszedłem ten trudny etap dzięki pewności siebie, którą musiałem w sobie wypracować.

W jaki sposób? To był cały kompleks działań. Opiszę je, ale myślę, że to jest bardziej sztuka niż nauka, więc niech moje doświadczenie będzie bardziej wskazówką i inspiracją niż modelem do zastosowania. Po pierwsze zawsze, a szczególnie w tych najtrudniejszych sytuacjach, wspierała mnie moja żona. To było bardzo ważne. Poza tym starałem się bywać w środowiskach, które inspirują, np. Szkoła Asbiro. Lubię czytać, więc czytałem wiele tzw. literatury motywacyjnej, np. Moc pozytywnego myślenia N.V.Peale’a. Pisałem też dziennik sukcesów. Czyli codziennie (przez 6 tygodni) na koniec dnia notowałem, co udało mi się zrobić czyli moje sukcesy. Zacząłem od wypisywania trzech sukcesów każdego dnia i co tydzień zwiększałem listę o jedno albo dwa osiągnięcia. Wypisałem sobie wszystkie swoje znaczące życiowe osiągnięcia i czytałem je codziennie rano, aby przekonywać samego siebie, że uda mi się dojść do zamierzonego celu.

To był pewien styl życia, który wtedy przyjąłem i dalej go kontynuuję. Myślę jednak, że najważniejsze w tym wszystkim było moje nastawienie na to, że zasługuję na to, co w życiu najlepsze. Jak pięknie powiedział o tym Nelson Mandela:

„Najbardziej boimy się nie tego, że jesteśmy zbyt słabi.
Najbardziej boimy się tego, że jesteśmy potężni ponad miarę.

Przeraża nas nasze światło, nie ciemność. Zadajemy sobie pytanie:
„Kim jestem, żebym był tak wspaniały, cudowny, utalentowany i fantastyczny?”

Właśnie kim jesteś żeby nie być taki? Jesteś dzieckiem Bożym.
Twoje udawanie małego nie służy światu. Nie przekazujesz swojego światła,
gdy kurczysz się, żeby inni ludzie nie czuli się przy tobie niepewnie.

Urodziliśmy się po to by objawić chwałę Boga, która jest w nas (…)
Gdy pozwalamy, by nasze światło błyszczało,
nieświadomie dajemy innym ludziom przyzwolenie, by robili to samo.

Gdy wyzwalamy się z własnego lęku,
nasza obecność automatycznie wyzwala innych.”

Czy warto inwestować w pasję

Andrzeju,
dziękuję Ci, że podzieliłeś się tym inspirującym cytatem oraz konkretnymi pomysłami na wzmocnienie pewności siebie. Jest to tym bardziej cenne, że wynika z Twojego osobistego doświadczenia i jest sprawdzone. Bardzo spodobało mi się też to, że napisałeś, iż cały ten proces był i jest dla Ciebie przyjęciem pewnego STYLU ŻYCIA. Rozumiem, że to oznacza, iż tu nie chodzi o praktykę skierowaną na jakiś jednorazowy, powierzchowny efekt, ale o trwalszą i głębszą zmianę na poziomie myślenia, odczuwania, która może wpłynąć na jakość życia w ogólnym sensie. Styl życia kojarzy mi się też z czymś permanentnym, ciągłym, co jest też wskazówką, że nawet w chwilach kryzysu i chwilowego zachwiania poczucia pewności siebie, zawsze można wrócić do wzmacniających rytuałów, które opisałeś i iść do przodu, nie oglądając się na potknięcia czy ewentualne odstępstwa od powziętych wcześniej postanowień.

Ale wracając do dylematów związanych z życiem pełnym pasji, muszę Ci powiedzieć że słowami „zasługuję na to, co w życiu najlepsze” trafiłeś w punkt, który jest dla mnie osobiście bardzo aktualny. Dla mnie, ale też dla wielu ludzi (głównie kobiet), z którymi od pewnego czasu jestem związana wspólnym dążeniem, by swoje marzenia i zainteresowania przekuć na dochodowy biznes. Praca nad tym przekonaniem, że zasługuje się nie tylko na wiele, ale po prostu na to, co najlepsze, jest tutaj chyba rzeczywiście kluczowa. Myślę, że jeśli pasję uzna się za swoją istotną wartość, o którą decyduje się troszczyć (tak jak o małe dziecko – trzymając się Twojej metaforyki dotyczącej momentu poczęcia), to przychodzi taki moment, że odkrywa się, iż trzeba w nią trochę zainwestować, żeby ona też mogła w przyszłości się zwrócić, zaowocować, przynieś także korzyści materialne.

No i tu kolejny dylemat: chcę zarabiać na swojej pasji, a tu mam w nią na ślepo inwestować? Inwestować nie tylko czas, ale też pieniądze? Czy to mi się na pewno opłaci? Przecież to ryzykowne! Skąd brać potwierdzenie! Tylko ze wzmacnianego poczucia własnej wartości i tego wewnętrznego przekonania, że to jest to?

Andrzeju, co być doradził osobie, która przyszłaby do Ciebie z takimi pytaniami. Jaka Twoim zdaniem powinna być relacja między inwestowaniem w pasję a zarabianiem na niej – zwłaszcza na tym pierwszym etapie? Czy analogia z opieką nad dzieckiem będzie tutaj dalej miała zastosowanie – tzn. na początku wkładamy bardzo dużo, a na widoczne rezultaty przyjdzie nam poczekać (piszę to trochę zaczepnie, bo mam świadomość, że opieka nad małym oseskiem bywa wyczerpująca, ale tez szalenie satysfakcjonująca).

Pozdrawiam Cię ciepło i czekam na odpowiedź do piątku,
Monika

Czy inwestować w pasję? Moim zdaniem inwestycja w pasję to inwestycja we własny rozwój, a ten zawsze się opłaca. Co więcej uważam, że inwestowanie w siebie daje największy zwrot ze wszystkich możliwych inwestycji, ponieważ pieniądze możesz zarobić i stracić, ale umiejętność i wiedza pozostaną. Warren Buffet powiedział kiedyś, że nie ma złych inwestycji, tylko źli inwestorzy. Podobnie jest z pasją. Absolutnie jestem za tym, aby w nią inwestować, ale również, aby inwestować odważnie i mądrze. Odwaga jest potrzebna, aby wyjść ze swojej strefy komfortu, a mądrość – aby nie popaść w długi :).

Kiedy już wyruszamy w tę „pasyjną podróż” warto obserwować trzy rodzaje znaków, które mogą potwierdzić, zaprzeczyć lub skorygować nasz kierunek. Pierwszy taki znak, to nasz wewnętrzny stan. Na początku powinna nam towarzyszyć ekscytacja przemieszana z lekką obawą i strachem. Po pewnym czasie jednak powinniśmy wpaść w stan flow, czyli stan lekkości i niesamowitej satysfakcji z tego, co robimy. Im większy flow, tym większy „dół” powinien się pojawić po pewnym czasie. Dlaczego? W stanie flow dobrze się działa, ale myśli się i planuje zbyt optymistycznie i przychodzi wewnętrzne rozczarowanie, że sprawy nie idą tak szybko, jak planowaliśmy.

Tu potrzebujemy drugiego znaku, czyli potwierdzenie ze strony kompetentnych ludzi. Chodzi o kogoś, kto jest ekspertem w naszej dziedzinie lub typem zawodowego doradcy albo po prostu jest dla nas życzliwy, cechuje się życiową mądrością, jest szczery i wiemy, że z miłością powie nam, jak widzi to, co się dzieje w naszym życiu. To ważna wskazówka.

Ostatni rodzaj potwierdzenia to owoce tego, co robimy. Prędzej czy później powinny się pojawić. Co więcej w miarę upływu czasu tych owoców powinno być coraz więcej i powinny być coraz dojrzalsze. One powinny się pomnażać. I tu jest miejsce na zyski. Użyję analogii z owocami – kiedy są dojrzałe, jest czas, aby je sprzedawać. Podobnie z owocami naszej pasji – powinny być dojrzałe, by je „zmonetyzować”.

Z mojego doświadczenia wynika jednak, że ludzie zbyt późno przekuwają pasję na zyski. Myślę, że podobnie jak w przypadku opieki nad dzieckiem, ktoś kto ma większe doświadczenie jest w stanie ukazać nam właściwy moment i sposób zarabiania. Nie podam żadnych reguł, jak to robić, ponieważ uważam, że jest to bardziej sztuka niż nauka. Natomiast słuchając swojego wnętrza, innych osób oraz przyglądając się owocom, możemy odkryć właściwy sposób rozwijania pasji i zarabiania na niej. Zakończę cytatem, który bardzo lubię: „Sukces przyjdzie, ale musi cię zastać przy pracy”.

Andrzeju,
Znów ucieszyłeś mnie bardzo konkretną odpowiedzią i praktycznymi radami. Myślę, że wypunktowane przez Ciebie etapy, mogą być nie lada wskazówką dla wielu osób początkujących w rozwijaniu swojej pasji.

Osobiście na przykład widzę, że jestem na etapie „spadku do dziury” – choć jednocześnie widzę z niej niebo:). Rzeczywiście coś w tym jest, że frustrująca jest ta przepaść między wizją i tabunem pomysłów, które przychodzą do głowy, a powolnym tempem ich realizacji. W Twoich słowach odnajduję nadzieję, że to naturalny etap, normalna prawidłowość. Pocieszające i przekonujące wydaje się też to, co napisałeś o owocach, które muszą dojrzeć, aby czerpać z nich zyski.

Wychodzenie z prośbą o radę i opinię ku innym jawi mi się, jako wyzwanie, do którego trzeba i odwagi, i pewności siebie, o której już pisaliśmy. No ale to już zupełnie nowy wątek i choć chciałoby się kontynuować ten listowny dialog, to ma on swoje czasowe ramy. Dziękuję Ci za wytrwałość i otwartość dzielenia się swoim doświadczeniem i obserwacjami dotyczącymi życia pełnego pasji.

Na koniec proszę Cię, byś krótko podsumował, jakie są Twoje wrażenia z udziału w projekcie Krzepiąca Korespondencja. Napisz szczerze, co było łatwe, co trudne, bo zdaję sobie sprawę z tego, że takie pisanie nie musi być ekscytujące dla każdego.

Moniko,
piszę z opóźnieniem, ale równocześnie z radością, ponieważ twoje pytania i spojrzenie na życie jest niekonwencjonalne i bardzo inspirujące. Sprowokowało mnie do wielu przemyśleń i za to dziękuję. O podobne tematy jestem często pytany, ale Twoje pytania szły w głąb sprawy, a nie ślizgały się po powierzchni.

Trudne było to, że teraz bardzo dynamicznie rozwija się moja firma. Wiele projektów i nowi pracownicy, więc trudno było znaleźć czas. Dziękuję Ci za zaproszenie do udziału w tym ekscytującym przedsięwzięciu i gratuluję!

Przewiń do góry