Złość a agresja

 
Kiedyś za agresję byłam skłonna uważać przede wszystkim gwałtowne czyny typu: bicie, kopanie, szarpanie, popychanie, opluwanie itp.
 
Później oświeciło mnie, że agresywne mogą być też słowa – wszelkie wyzwiska, przekleństwa, oszczerstwa wypowiadane w kierunku drugiej osoby, jak również komunikaty niby pod względem treści neutralne, a jednak wykrzyczane po to, aby innego człowieka przestraszyć, osaczyć, zmusić do czegoś etc.
 
Kiedy już odkryłam, że agresją jest krzyk i nie można przenosić odpowiedzialności za niego na osobę, która rzekomo ten krzyk wywołuje, dotarło do mnie, że bardzo głębokie rany w człowieku może pozostawiać każdy opryskliwy ton głosu, nerwowy styl odzywania się wynikający ze zniecierpliwienia, zdenerwowania, czasem zmęczenia.
 
Stąd już blisko było do spostrzeżenia, że nie tylko wrzaski pod adresem drugiego człowieka i nie tylko mówienie do niego poirytowanym głosem jest zachowaniem agresywnym, ale i trzaskanie drzwiami, uderzanie ręką w stół, rzucanie tym, co jest w zasięgu ręki, nade wszystko zaś długie godziny milczenia, odmowa próby rozwiązania konfliktu poprzez rozmowę i celowe (choć czasem nieuświadomione) utrzymywanie napiętej atmosfery.
 
Równolegle z tym rozszerzaniem zbioru zachowań agresywnych docierało do mnie, że nie tylko ja bywam ofiarą agresji, ale i sama jestem w stosunku do otaczających mnie osób agresywna.
 
Uświadamianie sobie tych wszystkich zależności jest krokiem w kierunku zmniejszania poziomu agresji w moim środowisku.  Od zmiany na poziomie mentalnym do zmiany zachowań i automatycznych czasem odruchów droga jest bardzo długa. Liczą się jednak dobre intencje, wytrwale podejmowany wysiłek woli w procesie zarówno bronienia siebie przed agresją innych, jak i bardziej wrażliwego, uważnego i empatycznego traktowania ich z mojej strony.
 
W tym wszystkim trzeba być czujnym, by nie wpaść w sidła perfekcjonizmu, który przy każdej porażce w kwestii ograniczania zachowań agresywnych dyktuje poczucie bezradności, rozpacz i poczucie winy.
 
Tymczasem to wcale nie jest tak, że już nic dobrego nie mogę zrobić, gdy mi się nie uda w porę rozpoznać mojej złości i staję się agresywna, zamiast konstruktywnie ją wyrazić.
 
Przeciwnie:
 
  • mogę zauważyć moją agresywną reakcję,
  • mogę spróbować ją zatrzymać,
a nawet jeśli mi się to nie uda,
 
  • mogę przyznać się do tego przed sobą i przed poszkodowanym,
  • mogę spróbować wyrazić jeszcze raz to, o co mi chodzi, w sposób bardziej empatyczny dla siebie i  tej drugiej osoby,
  • mogę ją przeprosić i wyrazić skruchę.
Przede wszystkim zaś:
 
  • mogę nie załamywać rąk, nie dręczyć się wyrzutami sumienia i z nadzieją popatrzeć w przyszłość.
Wtedy:
 
  • będę mogła przy następnej okazji spróbować jeszcze raz nie zamieniać uczucia złości w destruktywną agresję.
Myślę, że ta intencja wytrwałego podnoszenia się po każdej nie do końca udanej próbie jest tutaj kluczowa.
 
I wiara w to, że agresywne zachowanie w sytuacji z jakichś powodów dla mnie skrajnej nie określa i nie definiuje mnie ostatecznie. Nie chodzi o to, żeby się ciągle fałszywie usprawiedliwiać i powodów przemocy doszukiwać się stale w zachowaniach otaczających mnie osób.
 
Ważne jest jednak to, o czym piszą w swojej książce Gajdowie:
 
„Co jest (…) prawdą o tobie, chwila, w której objawiła się twoja słabość, czy życie, które na co dzień prowadzisz i postawy, które w sposób świadomy wybierasz? Przecież w rzeczywistości chcesz kochać i przez większość życia wspaniale ci się to udaje! Naprawdę, jesteś zdolna do miłości i widać to na co dzień. Ta chwila [niekontrolowanego wybuchu złości – M. M.-W.] pokazała, że w wyczerpaniu fizycznym reagujesz agresywnie. Ale agresja to nie jest cała prawda o tobie”.
 
  • A Ty? Czujesz się częściej ofiarą agresji czy jej sprawcą?
  • Czy używasz słowa „agresja” w swoim codziennym życiu? W jakim kontekście?
  • A może unikasz go i boisz się w ogóle tego tematu? Dlaczego?

 

(fot. unsplash)

Przewiń do góry