Co oznacza „przestrzeń dla siebie”?

Czasem zastanawiam się, co myśli kobieta, która wchodzi na moją stronę i czyta, że wspieram mamy, które potrzebują więcej przestrzeni dla siebie. No, co Ty na przykład sądzisz o tym sformułowaniu? Jakie ono budzi u Ciebie uczucia?

Myślisz sobie: „O, w końcu ktoś chce zwrócić uwagę na to, że matka też człowiek! Fajnie, że w internecie powstaje kolejna strona, o rozwoju matki, a nie tylko o rozwoju dziecka”?

A może masz wątpliwości: „Przestrzeń dla siebie? Dla siebie??? I to w dodatku więcej tej przestrzeni dla siebie ma być??? No, ale jak, gdy się ma dzieciaki… To one, chcąc nie chcąc, muszą być na pierwszym miejscu. Ta Monika, to straszna egoistka musi być, żeby tak jawnie o przestrzeni dla siebie pisać…”

A może po prostu zastanawiasz się: „Co ta Myszka-Wie… Wieczorek, Wieczerzak, czy jak jej tam… No, co ona w ogóle ma na myśli, mówiąc „przestrzeń dla siebie”. Przecież to takie szerokie pojęcie! Nawet trochę taka abstrakcja. Czy moje i jej wyobrażenia na ten temat są choć trochę podobne?”

Oj, bardzo bym chciała poznać Twoje myśli, Droga Czytelniczko. Więc jeśli chcesz mi uchylić rąbka tajemnicy, to napisz mi o tym w komentarzu. A jeśli to zbyt osobiste, to nie krępuj się wysłać mi prywatnego maila. Możesz to zrobić przez ten formularz kontaktowy. Śmiało! Zrób to zaraz po tym, jak za chwilę poznasz moje wyobrażenie na temat przestrzeni dla siebie.

Przestrzeń dla siebie można rozumieć dosłownie

Tu może chodzić o takie pomieszczenie w domu, w którym możesz się na chwilę zamknąć i nikt Ci nie będzie przeszkadzał. Z moich obserwacji wynika, że dla przeciętnej matki takim pomieszczeniem jest… Łazienka! Tam można się spokojnie zamknąć pod ważnym pretekstem zrobienia siusiu i zyskać odrobinę wolności. Przy czym należy pamiętać, że już na przykład kąpiel albo robienie makijażu to dla małych członków rodziny zdecydowanie mniej ważny pretekst i sprytna próba wymknięcia się na kilka minut może zakończyć się wrzaskiem. Wszystko zresztą zależy od wieku Twoich pociech, bo inne moje obserwacje (czyt. autopsja) pokazują, że kilkumiesięczny osesek nieraz tak bardzo boi się rozstań za mamą, że nawet do toalety musi się z nią udać. Jedyne pocieszenie jest takie, że ta faza mija i przychodzą w końcu takie dni, kiedy to maluch zatrzaskuje drzwi łazienki tuż przed maminym nosem. Cóż, postęp niby jest, choć przestrzeni tylko dla siebie, jak nie było, tak nie ma… Piszę to wszystko z lekkim przymrużeniem oka po to, by Ci uświadomić, że pojmowanie przestrzeni dla siebie jedynie w sposób dosłowny może się okazać niewystarczające. Jeśli jednak czujesz, że coś jest na rzeczy i chcesz zobaczyć, jak sensownie można wykorzystać czas w toalecie, to koniecznie obejrzyj filmik z Anią Protas w roli głównej, który znajdziesz tutaj.

Przestrzeń dla siebie to czas poświęcony sobie

„Paradoks” – możesz powiedzieć. I słusznie. No bo, jak przestrzeń może być czasem? Nie wdając się jednak w głębsze filozoficzne rozważania, wierzę że praktyka życia codziennego nauczyła Cię już, że dla matki czas to niekoniecznie pieniądz (rzadko bywa), przede wszystkim zaś to właśnie przestrzeń. Ile razy to myślałaś o kwadransie na wypicie kawy (tak, jak to Pani Swojego Czasu opisuje tutaj), albo o półgodzinnej przerwie na czytanie książki. Zauważyłaś już, jak zachłannie nieraz wypełniasz czas drzemki swojego dziecka różnymi czynnościami, których nie da się zrobić przy nim. A przynajmniej nie da się na spokojnie i tak efektywnie, jak byś chciała. No i mam nadzieję, że nie robisz wtedy prania, prasowania, gotowania, ani innego domowego „-ania” ze sprzątaniem włącznie. Bo ja tak robiłam w pierwszym roku macierzyństwa i długo odczuwałam negatywne skutki tej destrukcyjnej praktyki. Jak już Ci się trafi taka przestrzeń pt. Godzinka Bez Dziecka, to proszę Cię, wypełnij ją czymś, co naprawdę masz ochotę zrobić i co przyniesie Ci poczucie odprężenia i radości (jeśli to naprawdę jest gotowanie, to jasne, rozumiem, tylko bądź ze sobą szczera).

Przestrzeń  dla siebie to zgoda na zaspokajanie swoich potrzeb

W wirze codziennych obowiązków i w natłoku spraw, które mamy w związku z wychowywaniem dzieci, tak łatwo o tym zapominamy. Nic nie da Ci to, że będziesz miała na chwilę wolną chatę (czyli przestrzeń w znaczeniu dosłownym) i to, że ktoś zajmie się Twoimi dziećmi przez godzinę (czyli przestrzeń równoznaczną z wolnym czasem), jeśli nie będziesz potrafiła wykorzystać tego najlepiej, jak potrafisz. A co to znaczy najlepiej? Najlepiej to znaczy tak, żeby zaspokoić swoje najważniejsze, najbardziej palące potrzeby. Jeśli jesteś bardzo zmęczona, to lepiej, jak się zdrzemniesz, zamiast serfować po internecie. A jeśli czujesz, że codzienna rutyna wyjaławia twój umysł, to potrzeba, żebyś coś przeczytała, zanotowała, a najlepiej sama coś napisała albo namalowała obraz. To tylko przykłady. Nie podam Ci gotowej odpowiedzi, bo to Ty sama wiesz najlepiej, czego Ci potrzeba. Chętnie natomiast zmotywuję Cię do tego, żeby uważnie posłuchać głosu swoich potrzeb. Moje osobiste doświadczenie podpowiada, że gdy wsłuchasz się w swoje pragnienia, wtedy nawet brak czasu i fizycznej przestrzeni nie będą dla Ciebie przeszkodą. Potraktuj swoje potrzeby poważnie, a sposoby ich zaspokojenia znajdą się łatwiej i szybciej, niż myślisz.

Przestrzeń dla siebie to przełamywanie swoich ograniczeń

Każdy z nas ma jakieś ograniczenia i to nie prawda, że można wszystko, zawsze, wszędzie… Pisałam o tym kiedyś tutaj. Obserwuję jednak, że często same niepotrzebnie zacieśniamy swoje horyzonty – zwłaszcza, jeśli chodzi o nasze marzenia.  Ciągle się nam wydaje, że czegoś nie potrafimy zrobić, że jest już za późno, za wcześnie, że na pewno się nie uda, że nie warto, że inni to na pewno skrytykują, że tym bardziej z małymi dziećmi, to się nie da, a z większymi to tym bardziej… Wymyślamy tysiące wymówek, żeby tylko zostać w naszej znanej, oswojonej strefie psudokomfortu. Piszę „pseudo”, bo na dłuższą metę, to żaden luksus taplać się w swoim stęchłym bajorku. A co, gdyby tak się odważyć? Rozbudzić swoje pragnienia i pracować nad realizacją swoich WIELKICH marzeń… Wystawić twarz na smaganie nieznanych wiatrów… Znów poczuć dreszczyk emocji, gdy nie wiesz, co dokładnie czeka Cię za rogiem, choć intuicja podpowiada Ci, że będzie cudownie… A gdyby tak nie bać się poszerzenia perspektywy? Myśleć, jeśli nie kosmicznie, to przynajmniej globalnie :).

Więc kolej na Ciebie!

Tutaj możesz pobrać ankietę do autorefleksji, która pomoże Ci sprecyzować, czym jest Twoja potrzeba przestrzeni. POBIERZ ZA DARMO.

A w komentarzu napisz mi, co o sądzisz. o tym, co napisałam. Jak Ci się czytało ten artykuł? Czy był dla Ciebie pomocny? Potrzebuję wiedzieć, czy moje pisanie wnosi coś dobrego w Twoje życie. Wkładam w to całe serce i jestem otwarta na Twoje sugestie, rady, krytykę.