Zadbana mama #5 – Jolanta Pieniek

Jolanta Pieniek 2

Dzisiejszą bohaterką cyklu ZADBANA MAMA jest bardzo Czarująca Czarownica, która pracuje Na Łysej Górze. Poznałam Jolantę Pieniek – bo o niej tutaj mowa – poprzez Latającą Szkołę Agaty Dutkowskiej. Od razu urzekła mnie jej bezpośredniość, determinacja w dążeniu do wyznaczonego celu, poczucie humoru i taki jakiś luz, który bardzo lubię.

Jola pomaga raczkującym kobiecym biznesom oraz już istniejącym w budowaniu działań marketingowych. Tworzy plany promocji, uczy poruszania się w social mediach (sama często korzystam z jej cennych wskazówek i doświadczenia). Uwielbia podróże, uczenie się nowych rzeczy, biografie oraz różne działania twórcze. Natomiast o jej życiu rodzinnym dowiecie się więcej z poniższego wywiadu. Czarujących odkryć!

Ile masz dzieci, w jakim są wieku?

Jedno – córka, 6 lat.

Jakaś zabawna historia z Waszego rodzinnego życia…

Może nie zabawna, ale bardzo mądra. Pokazująca jak bacznymi obserwatorami nas-dorosłych są nasze dzieci.

Uczę swoją córkę umiejętności przepraszania, przyznawania się do błędu, spokoju i mądrości (uczę ją oczywiście jeszcze wielu innych rzeczy). To było kiedy miała 5 lat. Usłyszała, jak niegrzecznie odezwałam się do mojego partnera, jej taty. Podeszła do mnie, wzięła za rękę i zaprowadziła do jej pokoju. Zamknęła drzwi, poprosiła, bym usiadła i z bardzo poważną miną przemówiła do mnie: „Mamo, dlaczego byłaś niemiła dla taty. On Cię przecież nie zaatakował. Myślę, że mogłaś zareagować inaczej. Powinnaś go przeprosić. Ja wiem, czasem nie jest łatwo przeprosić, ale naprawdę warto. Tata Ci wybaczy, a Ty poczujesz się lepiej”.

Oniemiałam. To były słowa, które nie raz wypowiadałam do niej. To były słowa, których ją uczyłam. Rozryczałam się. Po prostu mnie zamurowało. Zauważyła moje łzy. Przytuliła strasznie mocno i dodała; „Mamusiu nie płacz. Nie trzeba się bać przepraszać”. Łzy leciały mi na maksa. Bo poczułam taką cholernie wielką dumę, że mam taką mądrą córeczkę.

Czym zajmujesz się zawodowo?

Prowadzę bloga Na Łysej Górze. Pomagam kobietom w marketingu on-line i off-line. Uczę je, co trzeba zrobić, by ich kobiecy biznes wypłynął na szersze wody i załapał wiatr w żagle. By to, co robią, było widoczne w sieci.

Co najbardziej w sobie lubisz?

Siłę i determinację, która ujawnia się, kiedy mi na czymś mega bardzo zależy. Nie ma dla mnie wówczas rzeczy niemożliwych.

Jakie jest Twoje ulubione pomieszczenie w Twoim domu?

Przed narodzinami córki, miałam swój pokój – swoje królestwo. Kiedy miała przyjść na świat, oddałam go jej. Moim miejscem jest jedno z krzeseł przy naszym stole w salonie. Jest bardzo wysiedziane ;). Kiedyś wybudujemy dom i tam będę na pewno znowu miała swój mały pokoik albo chociaż kąt, gdzie będzie moje biurko, tablica korkowa, na której będę umieszczać różne ważne rzeczy i półka na aktualnie czytane książki, gazety, zeszyty, zakreślacze i kolorowe cienkopisy.

W jaki sposób spędzasz najchętniej czas ze swoją córką?

Uwielbiam być mamą. Uwielbiam moją córkę. Spędzam z nią bardzo dużo czasu. Jeśli jesteśmy w domu, najchętniej robimy prace plastyczne. Ale takie na maksa kreatywne – mamy duży kosz i kilka pudełek, do których zbieramy przeróżne niepotrzebne już rzeczy. Taki recycling. Jak nachodzi nas ochota, to je wyciągamy i tworzymy.

Dużo jeździmy na rowerze. Snujemy się po parkach. Chodzimy na przeróżne warsztaty. Generalnie spędzamy czas bardzo aktywnie.

Co należy do Twoich ulubionych domowych czynności?

Takich typowo domowych? Bardzo lubię zapraszać gości i przygotowywać na tę okoliczność jedzenie. Lubię swoją kuchnię. Absolutnie nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem twórcza w kuchni. Nie kombinuję. Po prostu odpalam swoje ulubione strony kulinarne i podążam za wskazówkami. Wychodzi mi to bardzo poprawnie. Lubię gotować, a później celebrować przy tym jedzeniu.

Jakich domowych obowiązków nie znosisz?

Nie bardzo wychodzi mi utrzymywane porządku w domu ;). Nie sprzątam regularnie. Choć lubię porządek. Wielokrotnie przeprowadzaliśmy dyskusje o wynajęciu Pani, która przychodziłaby i robiła to za nas. Jeszcze nigdy jednak nie zrealizowaliśmy tego planu. Sprzątaniem się dzielimy. Podłogi Kordian (nie znoszę odkurzaczy) + łazienka. Reszta ja.

W jaki sposób dbasz o siebie na co dzień?

Fizycznie? Rano odwożę córkę do szkoły będąc soute ;). Tylko myję zęby. Odbieram ją jednak w zdecydowanie lepszym stanie :).

Jeśli zaś chodzi o dbanie o swój rozwój, to dużo czytam. Głównie w sieci. Wieczorami lubię oddawać się kursom on-line, podcastom lub videocastom. Jeśli nie to, to czytam książki, głównie biografie.

Z kim lubisz spędzać czas (poza swoją córką)?

Sama lub z Kordianem. Lubię mieć czas tylko dla siebie. W tej kwestii dobraliśmy się z Kordianem idealnie – on też lubi pobyć sam. Najbardziej lubię samotne wieczory i noce. Kładę się wówczas bardzo późno spać, bo robię tylko te rzeczy, które lubię. A zwykle trochę się tego uzbiera, kiedy na co dzień jest się głównie mamą i partnerką.

Jeśli mamy czas z Kordianem dla siebie – najczęściej idziemy najpierw do kina, późnej na kolację. Wracamy do domu późno i kontynuujemy wieczór zgodnie z tym, czego w danym momencie potrzebujemy.

Czy masz jakąś pasję? Kiedy i jak ją rozwijasz?

Nie chcę tego nazywać pasją. To pojęcie kojarzy mi się z czymś czemu poświęcasz większość swojej uwagi. Jest to zwykle jedna rzecz. Ja mam po prostu rzeczy, które bardzo bardzo lubię i bez których nie czuję się dobrze. Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy, zgłębiać te, które już znam. Dlatego tak ważny dla mnie jest rozwój. Jeśli nie uczę się nowych rzeczy, popadam w marazm. Mogłabym być wiecznym studentem – kończyć jeden kierunek studiów i zaczynać drugi. Nauka nadaje mojemu życiu sens.

Największe wyzwanie, jeśli chodzi o rozwój osobisty…

W momencie, kiedy zdecydowałam, że wracam na Łysą Górę, największym wyzwaniem dla mnie jest spokój i ustalanie priorytetów. Bo jest bardzo dużo rzeczy, które chciałabym zrobić na Łysej Górze. Jestem okropnym niecierpliwcem. Jak już coś sobie w głowie obmyślę, to musi się to zadziać już, teraz, natychmiast. Niektóre rzeczy zajmują trochę czasu i wściekam się na to. A przecież chcę jeszcze znaleźć czas na naukę :).

Tak więc największym wyzwaniem jest spokój, cierpliwość i ustalanie priorytetów.

Jak radzisz sobie w kryzysowych sytuacjach jako mama?

Największy kryzys miałam, kiedy moja córka miała ok. 7 miesięcy. Był on spowodowany tym, że strasznie mocno zaczęłam tęsknić za moim życiem zawodowym. Kochałam moją córkę bardzo, ale jednocześnie czułam, że cofam się w rozwoju, będąc z nią w domu. Jak sobie z tym poradziłam? Znaleźliśmy żłobek. Zaczęłam ją na początku oddawać na maksymalnie 4 godziny. Później już na cały dzień. Wróciłam do pracy. I znowu byłam uśmiechniętą mamą, mającą kupę energii, by spędzać czas ze swoim dzieckiem.

Więcej takich przypadków nie pamiętam. Może to jest też kwestia mojej córki – nie miałam z nią dotychczas problemów wychowawczych. Świetnie się rozumiemy, dajemy sobie we trójkę kupę miłości, bezpieczeństwa, uwagi. Tak, myślę, że duża Jej zasługa, że nie miałam dotychczas macierzyńskiego kryzysu. No i mam coś oprócz niej – mam pracę, swój świat.

Jak rozwinęłaś się dzięki macierzyństwu?

Cierpliwość. O matko – moja córka nauczyła mnie cierpliwości. Wcześniej byłam strasznym nerwusem. Bardzo szybko można mnie było wytrącić z równowagi. Ona nauczyła mnie opanowania.

Kolejną rzeczą jest super organizacja. Przed jej narodzinami, musiałam chyba marnować bardzo dużo czasu. Teraz jestem super zorganizowana :).

*

Podziwiam odwagę i determinację Joli, by poza dzieckiem dbać także o swój świat pracy, planów zawodowych, projektów… Cieszę się, że ten model się u niej w domu sprawdził.

A co Ciebie zainspirowało w tym wywiadzie z Jolą najbardziej? Podziel się w komentarzu!

Przewiń do góry